Tylko bądź mężny i mocny, przestrzegając wypełniania całego Prawa, które nakazał ci Mojżesz, sługa mój. (Joz 1,7a)

Pustynia

"Dlatego chcę ją przynęcić, na pustynię ją wyprowadzić i mówić jej do serca."
(Oz 2,16)

ręka z pustynnym piaskiem Myślę, że nieprzypadkowo czas samotności i wyciszenia nazywany jest pustynią. Ma on, bowiem wiele wspólnego z pustynią geograficzną. Dlatego wydaje mi się, że warto sobie taką pustynię geograficzną przypomnieć i postawić przed oczami. Jest to miejsce piękne pięknem przyrody, wielkością przestrzeni, wolnością... z drugiej zaś strony - pełne grozy. Pustynia, to przecież miejsce, gdzie doświadcza się niezwykłego pragnienia, głodu, gdzie tak łatwo zgubić drogę, zatracić sens wędrówki, gdzie mamią człowieka różne iluzje i fatamorgany, kusząc, by szedł w ich stronę. Piasek z Sahary jest zupełnie inny niż ten znad Bałtyku - dużo drobniejszy, ziarenka trudno dostrzec gołym okiem, jest on niczym pył. Wystarczy sobie wyobrazić jak bolesna i trudna do przeżycia musi być burza piaskowa, kiedy ów pył uderza w człowieka z siłą pędzącego wiatru. Pustynia ma różne oblicza - jest to miejsce piękne, ale może być trudne, wręcz "zabójcze". Kiedy człowiek doświadcza głodu czy pragnienia może "wyjść z niego bestia".

Pustynia jest więc tym miejscem, gdzie można poznać siebie. Nie dzieje się tak tylko na Saharze. Taką "właściwość" posiada też pustynia duchowa - czas samotni - bycia sam na sam z Bogiem. I ta pustynia ma różne oblicza - przynajmniej ja jej tak doświadczam.

Samotnego bycia z Panem można zasmakować podczas cichej adoracji. Bez słów, bez rozważań. Być i patrzeć. Różny jest czas, po którym człowiekowi udaje się wyciszyć a myśli rozpraszające odchodzą w bok. To może być pół godziny albo półtorej. Nie ma "recepty". Myślę tu o takiej adoracji, o jakiej mówił jeden z parafian św. Proboszcza z Ars - o czasie, kiedy "ja patrzę na Niego, a On patrzy na mnie." Rozum może się trochę buntować - no, bo jaki jest sens siedzieć i "gapić się", uciszając wszelkie myśli? Patrząc na swoje życie mogę odpowiedzieć, że sens jest ogromny i go doświadczam - bo czas bycia sam na sam z Bogiem, to czas wystawienia się na działanie Jego miłości, czas kiedy On wnika we mnie i mnie przemienia. Bez słów, w ciszy - bo właśnie w niej mówi do mojego serca, językiem, którego rozum nie jest w stanie pojąć. Jest to też czas, kiedy delikatna miłość Boga może leczyć rany mego serca.

Samotnego bycia z Panem można jeszcze pełniej doświadczyć, udając się na pustynię czy samotnię. Nie chodzi tu o wyjazd na Saharę, ale o wyjazd w miejsce odosobnione (to może być np. jakiś dom sióstr czy dom rekolekcyjny) i pozostawanie w ciszy bez kontaktu z innymi i ze światem. Dlatego istotne jest wyłączenie telefonu czy nieczytanie gazet. Wyciszeniu podlega nie tylko mowa, ale także myśli. Na takiej pustyni można doświadczyć przepełnienia radością i wdzięcznością serca, które doświadcza Bożej Miłości. Tu można zrozumieć, że aby modlić się nie trzeba mówić, trzeba być. Jak pisze św. Jan od krzyża w "Żywym płomieniu miłości": Dusza powinna tylko z miłości patrzeć na Boga... trwać niewzruszenie z miłosną uwagą, i prostą i szczerą jak ten, który otwiera oczy z myślą o miłości (Strofa III, werset 33).

Czas pustyni, to czas bycia sam na sam z Bogiem. Tak jest, nie można jednak zapominać o tym, że pustynia jest to też czas szczególnego działania złego ducha. Człowiek wychodząc na pustynię wystawia się na działanie demona - tego, który chce człowieka opętać, czyli uniemożliwić mu normalne funkcjonowanie np. poprzez paraliżujące lęki, myśli pożądliwe, chciwość, nadmierne marzenia itp. O. Maria Szczepan (Lucjan Cheneviere) w "Rozmowach o milczeniu" pisze, że trzeba zwracać uwagę na mogące się pojawiać wewnętrzne dyskusje, polegające na przeprowadzaniu swoistych rozpraw sądowych nad innymi ludźmi, kiedy to człowiek jest zarówno sędzią, jak i oskarżycielem, a obrony nie wpuszcza na salę obrad. Czas wyjścia na pustynię jest to, więc także czas zmagania się z demonami, czas walki, czas poznania siebie, swoich słabości, swoich pragnień. Doświadczając takiej pustyni warto pamiętać, że Bóg daje mi moc, abyśmy stali się Jego dziećmi (por. J 1,12).

W swoim życiu kilkakrotnie przeżywałam okresy samotnego bycia z Panem, poznając różne oblicza pustyni. Nie mogę powiedzieć, że jeden jest lepszy od drugiego. Wydaje mi się też, że nie warto się nastawiać czy bać tego czasu. Bóg może za każdym razem działać zupełnie inaczej. Zawsze jednak w sposób najlepszy dla nas - precyzyjnie dostosowany do naszego obecnego stanu życia duchowego.

Czas pustyni jest czasem ważnym w moim życiu - pragnę jej, bo nie tylko jest miejscem doświadczenia miłości Boga, ale też doświadczeniem siebie, doświadczeniem moich żądz i zniewalających mnie demonów, poznania ich działania. Walczę o ciszę, bo tylko ona pozwala sercu słuchać głosu Pana, tylko w niej można zobaczyć jak działają we mnie złe moce. Chcę wychodzić na pustynię, by wystawiać się na działanie czułych i delikatnych promieni Bożej Miłości, ale też po to, by wystawiać się na działanie złych duchów, by je widzieć i móc oddawać Panu, aby mnie oczyszczał. Dlatego w czasie pustyni i samotności unikam czytania gazet - także tych dobrych, słuchania muzyki - nawet tej dobrej i wartościowej. Staram się robić to z wielką rozwagą. Bo widzę po sobie, że czasem ta przeogromna chęć poczytania czegoś, zatopienia się w czymś, to tak naprawdę zagłuszanie tego, co się we mnie dzieje, odwracanie wzroku, by nie widzieć jak i jaki demon działa. Wzrok mogę zawsze odwrócić, mogę nie patrzeć, mogę udawać, że nic się nie dzieje, poddając się błogiej rozkoszy przepełnionej myślą o tym jak dobra jestem - mogę... ale to, że odwrócę wzrok nie sprawi, że zły duch przestanie działać, a raczej będzie działał mocniej.

Jeszcze innym "rodzajem" pustyni jest pustynia serca. Nie jest to pustynia w sensie określonego miejsca, gdzie człowiek udaje się, by być z Bogiem w samotności. Ta pustynia jest w sercu człowieka, jest jego samotnością. Trudna to pustynia - dramat niezrozumienia przez innych, wytykania palcami, dramat samotności nawet wśród ludzi bliskich. Bo przychodzi taki moment, kiedy relacja z Bogiem, a może bardziej Boga z człowiekiem jest tak intymna, że nie sposób o niej mówić innym. Nie da się. Nie da się opowiedzieć o tym, co czuje serce w ciszy wsłuchane w głos Boga. Można próbować, ale człowiek nie jest zrozumiany. Próbuje rozmawiać z innymi, ale ich słowa, choć pełne miłości i życzliwości jakby "nie trafiają". Nie znają oni bowiem głębi naszego serca. Zgoda na tę pustynię pełną samotności nie jest dla mnie łatwa. Jestem jednak pewna, że ta pustynia jest miejscem, które przynagla Boga, by rozlewał nade mną swoją miłość. I tu czuję się przez Niego zapraszana, by być z Nim i tylko z Nim w głębi mego serca, by On mógł mi tam udzielać swej miłości.

Jest wiele "rodzajów" pustyń, każda jest inna... tak jak każde spotkanie z Bogiem, jest inne - niepowtarzalne, choć pozornie może wydawać się identyczne. Dla mnie pustynia jest miejscem (czasem) pięknym i upragnionym nawet, jeśli bywa trudna.

mm

wstecz

© Elianum
Wszelkie prawa zastrzeżone.