Tyś dla mnie ucieczką: z ucisku mnie wyrwiesz, otoczysz mnie radościami ocalenia. (Ps 32,7)

Aktualności

Homilia ks. abp. Marka Jędraszewskiego wygłoszona podczas ingresu do katedry krakowskiej

Wielce Szanowny Panie Prezydencie Rzeczypospolitej wraz z Małżonką,
Eminencje Najdostojniejsi Księża Kardynałowie,
Ekscelencjo Najdostojniejszy Księże Arcybiskupie Nuncjuszu,
Ekscelencje Księża Arcybiskupi i Biskupi,
Księże Biskupie Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego,
Marszałkowie Sejmu i Senatu, Pani Premier, Parlamentarzyści,
Przedstawiciele Władz Rządowych i Samorządowych,
Drodzy Bracia w Kapłaństwie,
Siostry Zakonne, Osoby Życia Konsekrowanego,
Drodzy Siostry i Bracia Archidiecezji Krakowskiej, a także Przybyli na tę uroczystość spoza niej, zwłaszcza z Archidiecezji Łódzkiej,
Najdrożsi,

"Oto liturgia dziejów. Czuwanie jest słowem Pana i słowem Ludu, które będziemy przyjmować ciągle na nowo. Godziny przechodzą w psalm nieustających nawróceń". Te słowa należą do ostatnich fragmentów poematu Myśląc Ojczyzna..., który czterdzieści trzy lata temu, w 1974 roku, opublikował kardynał Karol Wojtyła.

Zaiste, "czuwanie jest słowem Pana". Od samego początku powołania człowieka do istnienia czuwanie Boga jest przeniknięte ojcowską troską o niego. Troską pełną miłości. Troską o ten szczególny dar dany człowiekowi, jakim jest jego wolność. To z tej troski zrodził się zakaz spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła (por. Rdz. 2, 17). Kiedy jednak pierwsi rodzice, pod wpływem pokusy szatana, zapragnęli być jak Bóg (por. Rdz 3, 5) i skosztowali owocu z tego drzewa, Stwórca nie pozostawił ich w samotności rozpaczy, ale zapowiedział ostateczne zwycięstwo Mesjasza i Jego Matki (por. Rdz 3, 15). Stąd po wiekach Bóg wezwał Abrama, aby opuścił chaldejskie Ur, nadał mu imię Abraham i uczynił go ojcem narodu wybranego. W najbardziej fundamentalnej osnowie dzieje tego narodu były wypełnione nieustannym czuwaniem Pana. Czuwaniem wypełnionym Jego słowem. "Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków - pisał natchniony autor Listu do Hebrajczyków - a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna" (Hbr 1, 1).

Czuwające słowo Syna przynosiło ludziom ratunek przed niechybną zgubą - jak to słyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii według św. Marka, kiedy to Chrystus "rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: «Milcz, ucisz się!»" (Mk 4, 39). Przede wszystkim jednak czuwanie Syna przyjęło wzruszający kształt miłości, która kazała Mu wydać siebie za swoje owce: "Ja życie moje oddaję, (...) Ja od siebie je oddaję. (...) Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca" (por. J 10, 17. 18).

Objawione w Chrystusie i przez Chrystusa czuwanie Boga znajduje swój szczególny wyraz w jednym słowie: miłosierdzie. Bo Bóg jest "bogaty w miłosierdzie" (por. Ef 2, 4). Ta prawda została przypomniana współczesnemu światu, gdy w 1934 roku w Wilnie Pan Jezus objawiając się św. Faustynie powiedział: "miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk moich są ukoronowane miłosierdziem" (por. Dzienniczek, 301).

"Czuwanie jest słowem Ludu". Tak było od samego początku, od chwili jego zaistnienia. Dzięki temu, że Abram czuwał, mógł usłyszeć słowo Pana i w duchu wiary przyjąć Jego wolę. On, ojciec wszystkich wierzących (por. Rz 4, 11), "przez wiarę (...) usłuchał wezwania Bożego, by wyruszyć do ziemi, którą miał objąć w posiadanie. Wyszedł nie wiedząc, dokąd idzie. Przez wiarę przywędrował do Ziemi Obiecanej jako ziemi obcej, pod namiotami mieszkając z Izaakiem i Jakubem, współdziedzicami tej samej obietnicy" (Hbr 11, 8-9). O spełnieniu tej właśnie obietnicy w tajemnicy Wcielenia Jednorodzonego Syna Bożego mówiła Maryja, śpiewając w Magnificat: "Ujął się [Pan] za sługą swoim, Izraelem, pomny na miłosierdzie swoje - jak przyobiecał naszym ojcom - na rzecz Abrahama i jego potomstwa na wieki" (Łk 1, 54-55).

Bogurodzica Maryja sama stała się wzorem czuwającego, a przez to modlącego się nowego Ludu Bożego. Z Jej czuwania w Nazarecie zrodziło się Fiat - "niech Mi się stanie" (por. Łk 1, 38) - słowo, które otworzyło świat na przyjście Zbawiciela. Postawa czuwania kazała Jej wszystkie związane z Chrystusem sprawy zachowywać i rozważać "w (...) sercu" (por. Łk 2, 19. 51). Dla wierzącego ludu stała się przez to "znakiem pociechy i niezawodnej nadziei". Całym swym życiem ukazywała bowiem, że każdy, kto "nad Prawem [Pana] rozmyśla dniem i nocą" (por. Ps 1, 2), "nie zazna zawstydzenia" (Jl 2, 25).

Czuwała, czuwa i uczy czuwać. Dzięki Niej od ponad 1050 lat, od chwili przyjęcia Chrztu przez Mieszka I, czuwanie stało się szczególnie wyrazistym słowem polskiego ludu. "Wyniesiona do niebieskiej chwały otacza macierzyńską miłością Naród, który Ją wybrał na swoją Królową, broni go w niebezpieczeństwach, udziela mu pociechy w utrapieniach i wspiera go w dążeniu do wiecznej ojczyzny" - śpiewamy w Prefacji mszalnej. Odpowiedzią na Jej czuwanie nad naszym Krajem stał się odmawiany przez wierny polski lud Apel Jasnogórski. Jego słowa "Maryjo, Królowo Polski, jestem przy Tobie, pamiętam, czuwam" po raz pierwszy jako odrębne nabożeństwo maryjne zabrzmiały w kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej w dniu 8 grudnia 1953 roku w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, w czasie kiedy kardynał Stefan Wyszyński był internowany przez komunistyczne władze, a w więzieniu śledczym na warszawskim Mokotowie był poddawany okrutnym torturom biskup Antoni Baraniak.

Swoim słowem czuwania Maryja inspirowała świętych Pańskich - w tym także tych licznych świętych i błogosławionych, którzy, jak pisał Ojciec Święty Franciszek w skierowanej do mnie bulli nominacyjnej, sprawili, że Kościół Krakowski jawi się jako sublimis inter sidera - "jako najwspanialsza pośród gwiazd". Także ich słowem stało się czuwanie. Tak było w przypadku św. Stanisława, Biskupa i Męczennika, który w imię sprawiedliwości odważnie upomniał się o krzywdzonych przez króla Bolesława Śmiałego poddanych. Jak pisał kardynał Karol Wojtyła w poemacie Stanisław, biskup miał nadzieję, że jego słowo "zaboli (...) i nawróci", a w konsekwencji sprawi, że król przyjdzie "do bram katedry jak pokutnik, (...) prześwietlony wewnętrznym głosem". Niestety, "słowo nie nawróciło", nawróciła natomiast męczeńska krew. Jak głosi wspaniała pieśń z odległych już wieków Gaude Mater Polonia - Stanisław regis non cedit furiae: "przed gniewem króla nie ustąpił", świadcząc swym życiem o wyższości prawa Bożego nad wolą tyrana.

Czuwanie było również słowem św. Jadwigi Królowej. Objawiało się ono w trosce o los prostego człowieka. Wzruszającą tego pamiątką jest ślad jej stopy pozostawiony na kamieniu w kościele ojców karmelitów na Piasku. Czuwanie to objawiało się również w trosce o wykształcenie intelektualnych elit poprzez fundację Uniwersytetu Jagiellońskiego. Błogosławione czuwanie Królowej osiągnęło swój szczyt, gdy rozmawiając z Chrystusem u stóp wawelskiego krucyfiksu zrozumiała, że trzeba jej zrezygnować z osobistego szczęścia, aby móc całkowicie oddać się na służbę Polski i przynieść szczęście życia Bożego dla litewskiego narodu.

Ten charyzmat religijnego czuwania, które otwiera niekiedy zaskakujące przestrzenie miłości do Ojczyzny i do drugiego człowieka, niezwykle przejmująco zaznaczył się w życiu św. Brata Alberta, Adama Chmielowskiego. Jako powstaniec styczniowy otrzymał stygmat kalectwa. Jako powszechnie uznany malarz zrozumiał, jak czytamy w dramacie Karola Wojtyły Brat naszego Boga, że "będzie wartał" tyle, ile z siebie utraci; że dając się "kształtować miłości", w odtrąconym, biednym i bezdomnym człowieku będzie nie tylko odkrywał swego brata w człowieczeństwie, ale, co więcej, będzie mu przywracać rysy samego Chrystusa.

Czuwanie stało się również słowem św. Faustyny Kowalskiej. Do tej postawy narodziła się w pewien lipcowy dzień 1925 roku Łodzi, kiedy w Parku Wenecja ujrzała umęczonego Jezusa, który jej powiedział: "Dokąd cię cierpiał będę i dokąd mnie zwodzić będziesz". Pobiegła do łódzkiej Katedry pw. św. Stanisława Kostki, gdzie usłyszała słowa swego Mistrza: "Jedź natychmiast do Warszawy, tam wstąpisz do klasztoru" (por. Dzienniczek, 9-10). Tak też uczyniła.

Do końca swego zakonnego życia czuwała, nie chcąc uronić ani jednego ze słów, które przez następne trzynaście lat kierował do niej Chrystus. Jej Dzienniczek kończy się w 1938 roku w krakowskich Łagiewnikach słowami prośby: "Niechaj łaska Twoja, która spływa na mnie z litościwego Serca Twego, umocni mnie do walki i cierpień, bym pozostała Ci wierna, a choć taką nędzną jestem, nie lękam się Ciebie, bo znam dobrze miłosierdzie Twoje. Nic mnie nie odstraszy od Ciebie" (Dzienniczek, 1803).

Czuwaniem było życie św. Jana Pawła II Wielkiego. Przygotowując się do ingresu do katedry na Wawelu, w dniu 5 marca 1964 roku biskup Karol Wojtyła podjął medytację o śmierci. Jak pisał w swoich Notatkach osobistych, "ze śmierci w szczególny sposób wyłania się rzeczywistość kapłaństwa Chrystusa: przed Ojcem stoi On jako kapłan wieczny, a my z tym, co mamy w sobie z Jego kapłaństwa" (Notatki osobiste, s. 44). Po latach, już jako kardynał, raz jeszcze wrócił do tego tematu. W poemacie noszącym tytuł Rozważania o śmierci jego refleksje o nieuchronności ludzkiego przemijania, wpisanego w misterium paschalne Chrystusa, przyjęły ostatecznie kształt zwycięskiej nadziei: "I tak jestem wpisany w Ciebie nadzieją,/ poza Tobą istnieć nie mogę - / jeśli własne me «ja» stawiam ponad śmiercią/ i wydzieram je z gruntu zniszczenia, to dlatego, że wpisane jest w Ciebie jak w Ciało".

Tak, jego "ja" było całkowicie wpisane w Chrystusa. Dnia 2 września 1962 roku zapisał w Notatkach: "Jestem bardzo w rękach Bożych - zawartość owego «Totus Tuus» ["cały Twój"] otwarła się niejako w nowym miejscu. Gdy jakakolwiek sprawa «moja» staje się w ten sposób własnością Maryi, można się jej podejmować, choćby nawet zawierała w sobie ryzyko. (...) Od pewnego jednakże miejsca trzeba opuszczać rachuby ludzkie i jakoś chwytać Boże wymiary każdej trudnej sprawy" (Notatki osobiste, s. 17, 19). By móc tak odpowiadać na zamiary Najwyższego, trzeba było nieustannie czuwać. Święty Jan Paweł II Wielki czuwał. Czuwał aż do końca. Aż do chwili, kiedy nie mogąc wypowiedzieć słów, błogosławił, kreśląc dłonią znak krzyża...

"Czuwanie jest (...) słowem Ludu". Słowo to przyjmujemy "ciągle na nowo", w zależności od konkretnej godziny, która przechodzi "w psalm nieustających nawróceń". Ubiegły, 2016 rok, stał się najpierw godziną, w której słowo czuwania narodu polskiego przyjęło kształt dziękczynienia składanego Bogu za dar chrześcijańskiej wiary, zakorzenionej w nim od 966 roku - od Chrztu księcia Mieszka I.

To dziękczynienie znalazło następnie swój solenny wymiar w Jubileuszowym Akcie Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana, który miał miejsce w krakowskich Łagiewnikach w dniu 19 listopada. Mówiliśmy wtedy: "Oto my, Polacy, stajemy przed Tobą wraz ze swymi władzami duchownymi i świeckimi, by uznać Twoje Panowanie, poddać się Twemu Prawu, zawierzyć i poświęcić Tobie naszą Ojczyznę i cały Naród. Wyznajemy wobec nieba i ziemi, że Twego królowania nam potrzeba. Wyznajemy, że Ty jeden masz do nas święte i nigdy nie wygasłe prawa. Dlatego z pokorą chyląc swe czoła przed Tobą, Królem Wszechświata, uznajemy Twe Panowanie nad Polską i całym naszym Narodem, żyjącym w Ojczyźnie i w świecie".

Uznając to panowanie, pragniemy, "aby Chrystusowy krzyż królował", ogarniając "całą naszą ziemię od Tatr, [od Giewontu] po Bałtyk" - jak dwadzieścia lat temu, 6 czerwca 1997 roku, w Zakopanem mówił do nas Jan Paweł II. Wraz z czcią oddawaną Chrystusowi, naszą miłość pragniemy okazywać również Jego Przenajświętszej Matce. "Do Twej dążym kaplicy...". A na tej małopolskiej i całej polskiej ziemi jest przecież bardzo wiele Maryjnych kaplic, świątyń i sanktuariów, począwszy od kaplicy Matki Boskiej Jaworzyńskiej Królowej Tatr na Wiktorówkach, do której od ponad ćwierćwiecza corocznie zdążam.

W świetle tego tak koniecznego zatroskania o zewnętrzny kształt naszej polskiej religijności z całą mocą powraca upomnienie kardynała Karola Wojtyły z poematu Myśląc Ojczyzna...: "Obyśmy nie stracili sprzed oczu tej przejrzystości, z jaką przychodzą ku nam [dawne] wydarzenia. (...) Obyśmy nie rozszerzali wymiarów cienia. / Promień światła niechaj pada w serca i prześwietla mroki pokoleń".

Dla nas, znajdujących się u progu 2017 roku, znaczy to: odkrywać ciągle na nowo nieporównywalną z niczym innym naszą godność Bożych dzieci, które Pana Jezusa mają za Króla swych serc i sumień. Znaczy to także: budować królestwo Chrystusa i bronić go w naszym narodzie. Znaczy to również: stać na straży tej duchowej tożsamości polskiego narodu, która swe korzenie znajduje w Mieszkowym Chrzcie z 966 roku. Znaczy to dalej: zdecydowanie bronić każdego poczętego życia i ukazywać piękno chrześcijańskiego małżeństwa i rodziny. Znaczy to zwłaszcza: podkreślać rolę prawdy jako fundamentu autentycznego spotkania człowieka z drugim człowiekiem, fundamentu życia społecznego i politycznego. Oto nasze czuwanie.

Przejmującym symbolem tego trwania przy prawdzie, a przez to również obrony polskiego ducha i polskiej tożsamości jest wawelska Katedra. Przed pięćdziesięciu trzema laty, 8 marca 1964 roku, w dniu swego ingresu arcybiskup Karol Wojtyła mówił: "Zdajemy sobie wszyscy dobrze sprawę, że wejść do tej Katedry nie można bez wzruszenia. Więcej powiem: nie można do niej wejść bez drżenia wewnętrznego, bez lęku, bo zawiera się w niej - jak w mało której Katedrze świata - ogromna wielkość, którą przemawia do nas cała nasza historia, cała nasza przeszłość". Jest to przeszłość chwalebna, wieńczona tutaj chorągwiami zdobytymi pod Grunwaldem, w czasie wiktorii wiedeńskiej i zwycięskiej bitwy pod Parkanami. Jest to także bolesna i trudna historia zarówno dawnych, jak i czasowo nie tak odległych klęsk i nieszczęść.

Ciągle uczyliśmy się i uczymy tej niełatwej prawdy, że "wolność stale trzeba zdobywać, nie można jej tylko posiadać". Świadomi współczesnych zagrożeń właśnie tutaj, w wawelskiej Katedrze, tym bardziej wyraźnie słyszymy słowa z poematu Myśląc Ojczyzna...: "Strumień mocy niech przenika słabości./ Nie możemy godzić się na słabość./ Słaby jest [bowiem] lud, jeśli godzi się ze swoją klęską, gdy zapomina, że został posłany, by czuwać, aż przyjdzie jego godzina".

Gdzie szukać źródeł tej mocy, uczyli nas nasi wieszczowie Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki, których prochy się tutaj, na Wawelu, znajdują. Uczył także Cyprian Kamil Norwid. Umieszczona w Krypcie Wieszczów Narodowych urna z ziemią wziętą z jego mogiły na cmentarzu w Montmorency każe dzisiaj przypomnieć nam jego słowa: "Ojczyzna to wielki-zbiorowy-Obowiązek" (Memoriał o młodej emigracji). Do tego obowiązku z całą pewnością przynależy czuwanie nad wielkim dziedzictwem, które Polskę stanowi.

Jak czuwać w czasach trudnych i jak na przekór możnym tego świata budować wielkość Rzeczypospolitej, pokazywali nam marszałek Józef Piłsudski i generał Władysław Sikorski, którzy również spoczywają w murach tej Katedry. Jak troskliwie pamiętać o polskich bohaterach z czasów drugiej wojny światowej i czasu zniewolenia za rządów tzw. władzy ludowej oraz jak mocą tej pamięci budzić nas z duchowego letargu ukazywał prezydent Rzeczypospolitej Polskiej profesor Lech Kaczyński, który oddał swe życie na służbie Ojczyźnie w katastrofie smoleńskiej i wraz ze swoją małżonką spoczywa na Wawelu od prawie siedmiu już lat.

"Godziny wciąż powracają na wielkiej tarczy historii. Oto liturgia dziejów". "Więc schodzimy ku tobie, ziemio, by poszerzyć cię we wszystkich ludziach. (...) - Ziemio, która nie przestajesz być cząstką naszego czasu".

Te słowa Karola Wojtyły powtarza w swych myślach i w swym sercu nowy biskup krakowski. Schodzi on ku tej krakowskiej ziemi z Wielkopolski, z Poznania, po drodze zatrzymując się na kilka lat w Łodzi. Schodzi, krocząc drogami wiary Abrahama. Idzie, świadomy wielkości swoich poprzedników: kardynała Stefana Sapiehy, kardynała Karola Wojtyły, kardynała Franciszka Macharskiego, kardynała Stanisława Dziwisza. Wie on, że każde z tych imion głęboko wpisało się w najnowszą historię krakowskiego Kościoła. Że każda z tych postaci przemawia do nas przejmującym słowem pasterskiego czuwania. Ale, z drugiej strony, bierze on osobiście do siebie zarówno słowa Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii: "Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?" (Mk 4, 40), jak i Piotra naszych czasów, papieża Franciszka, który w odczytanej na początku dzisiejszej uroczystości bulli Sublimis inter sidera zlecił mu, aby "zgodnie ze swym biskupim zawołaniem Scire Christum uczył poznawać Chrystusa, będącego Źródłem miłości i największym Dawcą łaski".

Drodzy Bracia i Siostry - Księża Kardynałowie, Biskupi, Kapłani, osoby życia konsekrowanego, wierni świeccy - wszyscy tworzący Lud Boży Kościoła Krakowskiego, proszę Was z całego serca: podejmijcie wraz ze mną radosny trud głoszenia współczesnemu światu Chrystusa, jedynego Odkupiciela człowieka; ukazujcie prawdę o Chrystusie Królu, przejmująco wyrażoną przez św. Brata Alberta w obrazie Ecce Homo, gdzie korona naszego Pana mówi o Jego niezmiernym cierpieniu, a Jego obolałe oblicze nakazuje kierować nasze serce ku każdemu biednemu, cierpiącemu i skrzywdzonemu człowiekowi; idźcie z nadzieją na spotkanie młodych, którzy tak niedawno podczas Światowych Dni Młodzieży zachwycili nas czystością swojego spojrzenia i entuzjazmem wiary. Stańmy się wszyscy świadomymi uczestnikami wspaniałej "liturgii dziejów" w tym czasie i w tym miejscu, które wyznaczył nam Pan. Pamiętajmy o słowach świętego Pasterza Jana Pawła II Wielkiego, który jak nikt inny czuwał nad polską ziemią: "ucząc się nowej nadziei, idziemy poprzez ten czas ku ziemi nowej. I wznosimy ciebie, ziemio dawna, jak owoc miłości pokoleń".

Wznosimy cię zatem dzisiaj, ziemio dawna i ciągle nowa, nasza polska ziemio, ziemio męczenników, świadków i pasterzy, ziemio wielkich wyzwań i jeszcze większych zobowiązań, ziemio naszych świętych nadziei - i przed tron Najwyższego zanosimy tę modlitwę, którą nam przekazał patron dzisiejszego dnia, św. Tomasz z Akwinu, genialny mistrz w Scire Christum - w poznawaniu i ukochaniu Chrystusa: Adoro te devote... - "Zbliżam się w pokorze i niskości swej,/ Wielbię Twój Majestat skryty w Hostii tej./ Tobie dziś w ofierze serce daję swe./ O, utwierdzaj w wierze, Jezu, dzieci Twe. (...)/ Pod zasłoną teraz, Jezu, widzę Cię,/ Niech pragnienie serca kiedyś spełni się;/ Bym oblicze Twoje tam oglądać mógł,/ Gdzie wybranym miejsce przygotował Bóg".

Amen.

 

Terminy rekolekcji w 2017 r.

Poniżej podajemy terminy rekolekcji w 2017 roku.

09.06 - 20.06.2017r.I turnus      UWAGA!! ZMIANA TERMINU
07.07 - 18.07.2017r.II turnus
21.07 - 01.08.2017r.III turnus
04.08 - 15.08.2017r.IV turnus

 

Temat: "DROGA NA GÓRĘ KARMEL"  św. Jana od Krzyża


Poniżej podajemy terminy dni skupienia w Domu Macierzystym.

14 - 15 stycznia 2017r.o. Rafał Prusko OCD
4 - 5 lutego 2017r.o. Grzegorz Tyma OCD
4 - 5 marca 2017r.o. Marian Zawada OCD
1 - 2 kwietnia 2017r.o. Krzysztof Żywczyński OCD
30 kwietnia - 01 maja 2017r. o. Jakub Przybylski OCD      Majowy dzień skupienia. ZMIANA TERMINU


Dni skupienia odbywają się też w innych ośrodkach. Termin i miejsce spotkania ustala Posługująca danego ośrodka.

 

Homilia ks. bp. Andrzeja Czai wygłoszona podczas uroczystości Aktu Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana

Chryste Panie, Nasz Królu i Boże. Wielka rzesza ludzi zgromadziła się tu dziś w Bazylice Bożego Miłosierdzia i wokół niej, w imię Twoje. Wielka rzesza ludzi - nie mniej nas, niż wtedy, u początków Kościoła, w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy wylałeś obficie Swego Ducha. Ześlij teraz na nas Swego Ducha.

Duchu Święty, napełnij nas Swoim światłem i miłością ku dobre-mu owocowaniu Bożego Słowa w naszych umysłach i sercach.

Eminencjo, Księże Kardynale,
Księże Prymasie,
Księże Arcybiskupie Stanisławie, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski,
Drodzy Współbracia w biskupim posługiwaniu,
Szanowny Panie Prezydencie,
Panowie Marszałkowie Sejmu i Senatu,
Wszyscy przedstawiciele Rządu,
Posłowie i Senatorowie,
Przedstawiciele władz państwowych i samorządowych,
Drodzy Współbracia kapłani, osoby konsekrowane, wszyscy wierni świeccy,
Siostry i Bracia, zgromadzeni w tej Bazylice i tak licznie zgromadzeni wokół niej,
Drodzy telewidzowie i radiosłuchacze.


Zapis zawarty w pierwszym czytaniu, w Drugiej Księdze Samuela, mówi o bardzo ważnym wydarzeniu w dziejach Narodu Wybranego, o uznaniu Dawida Królem przez wszystkie pokolenia izraelskie. Jednak już wcześniej Pan Bóg namaścił Dawida na króla, rękoma Samuela. Jest więc Da-wid królem Izraela z Bożego postanowienia i przez Boga ustanowiony, a Naród reprezentowany w Hebronie przez starszyznę uznaje go swoim królem.

Podobny sens ma wydarzenie, w którym uczestniczymy. Zgromadzeni tu w Krakowie-Łagiewnikach, w sanktuarium Bożego Miłosierdzia, jesteśmy przedstawicielstwem Polskiego Narodu i Kościoła w Polsce, i przybyliśmy tu, by przyjąć Jezusa Chrystusa, na nowo, z wielką radykalnością swego postanowienia, za Króla i Pana. Trzeba bowiem, ażeby królował w naszym życiu Ten, o którym św. Paweł mówi w Liście do Kolosan, że "jest obrazem Boga niewidzialnego - Pierworodnym wobec każdego stworzenia", który "jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie", "w którym mamy odkupienie - odpuszczenie grzechów", który "jest Głową Ciała - Kościoła" i "pierworodnym spośród umarłych". "Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: [...] i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża" (zob. Kol 1,14-20).

O Jezusie mówi też Matka-Kościół, słyszeliśmy te słowa w modlitwie dnia, że jest Królem z Bożego postanowienia. Bóg postanowił wszystko poddać umiłowanemu Synowi, Królowi Wszechświata i ten swój plan zrealizował. Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni dla ocalenia Narodu Wybranego, tak Bóg wywyższył swego Syna na krzyżu dla naszego zbawienia i po zmartwychwstaniu posadził Go "na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela" (Dz 5,31). Wywyższył Go ponad wszystko i "darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem - ku chwale Boga Ojca" (Flp 2,9-11).

Dlatego, moi drodzy, nie jest naszym zadaniem ogłaszać Chrystusa Królem, lecz uznać Jego panowanie i poddać się Jego Prawu, Jego woli i zbawczej władzy, zawierzyć i poświęcić Mu naszą Ojczyznę i cały Naród, nas samych i nasze rodziny. Przybyliśmy więc, by ugiąć kolano i wyznać z wiarą, że Jezus jest naszym Królem, Panem i Zbawicielem, a nawet więcej, chcemy Go przyjąć za Króla i Pana. By tego dokonać, trzeba podjąć jakże ciągle aktualne wezwanie św. Jana Pawła II z homilii inaugurującej jego pontyfikat: "Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Dla Jego zbawczej władzy [...]. Nie lękajcie się!".

Umiłowani w Chrystusie Panu Siostry i Bracia, nie trzeba się bać, bo jak zapewnia papież senior Benedykt XVI, Jezus nie przychodzi, jak złodziej, nie zabiera, lecz daje, uzdrawia, przemienia, umacnia. Sam zapewnia nas: Oto stoję u drzwi i pukam. Ileż w tym delikatności i troski zarazem! I mówi dalej: Jeśli, ktoś usłyszy i drzwi otworzy, wtedy wejdę i będę z Nim ucztował, a on ze Mną (por. Ap 3,20). Nie czeka na nasze dary, lecz obdarowują łaską i prawdą. Jest naszym największym Dobrodziejem. Uświadamia nam to zapis kolędowy na odrzwiach naszych domów i mieszkań: C+M+B+ i dany rok, już niebawem: 2017. Otóż św. Augustyn tak tłumaczył sens zapisu: Christus est multorum Benefactor. Chrystus jest Dobroczyńcą wszystkich w tym mieszkaniu, w tym domu mieszkających. Tak właśnie jest! Jezus jest naszym Dobrodziejem, naszym Zbawcą!

Nie można więc postąpić, jak ludzie na Kalwarii. Mam na myśli zobojętnienie i szyderstwo, o których mówi św. Łukasz Ewangelista. A nie pomógł nawet napis: "To jest król żydowski" (Łk 23,38). Lud stał i patrzył - można powiedzieć: ślepy i nieporuszony miłością Pana. Członkowie Sanhedrynu i żołnierze szydzili z ukrzyżowanego Króla. A jeden ze złoczyńców wręcz urągał Mu: "Czyż Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas" (Łk 23,39).

Zupełnie inaczej odniósł się do Jezusa drugi ze złoczyńców, ten, którego przyjęło się nazywać dobrym łotrem. Zganił towarzysza, a następnie wyznał swą wiarę w królewską godność Jezusa i Jego królestwo nie z tego świata: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa" (Łk 23,42). W odpowiedzi Jezus objawia swą Boską i królewską moc i chwałę: "Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju" (Łk 23,43). Pokazuje, że dysponuje mocą obdarowywania nowym życiem, rajskim życiem, że ten, który w Niego wierzy może liczyć na udział w Jego królestwie. Oto Król, który panuje nad grzechem, śmiercią, piekłem i szatanem, i darzy życiem wiecznym w swoim Królestwie. Trzeba jednak w Jezusa wierzyć i wyznać wiarę w Niego, uznać Go swoim Królem, czyli dać Mu posłuch i pierwsze miejsce w życiu, służyć Mu i żyć na Jego chwałę.

To znaczy, że trzeba jak Zacheusz przyjąć Pana rozradowany. Wówczas dzieje się zbawienie w nas i pośród nas. Zwierzchnik celników, bardzo bogaty, który wcześniej i myślał tylko o sobie, w obecności Pana wyznaje swą winę, zapowiada naprawienie krzywd i wspieranie ubogich. Dokonała się wielka przemiana, zrodziło nowe życie, na miarę Chrystusowej Ewangelii. To Boże życie jest też naszym udziałem od dnia chrztu. Tak często żeśmy w tym roku do tego wracali, że naszym udziałem - łaska naszego życia, łaska dziecięctwa Bożego. W tej łasce, jak w zalążku, jest niesamowity potencjał, może być jednak zmarnowany, sami bowiem nie jesteśmy w stanie tego życia Bożego w sobie rozwijać. Wystarczy jednak otworzyć drzwi, przyjąć Pana, dać Mu pierwsze miejsce we wszystkich sferach naszego życia: osobistej, rodzinnej, zawodowej i społecznej, a On je uporządkuje i rozwinie. To życie otrzymane w zalążku na chrzcie wprowadzi Boży ład, napełni swym Duchem i pokojem, którego świat dać nie umie, pokojem Zmartwychwstałego.

Bardzo nam dziś tego potrzeba: Bożego pokoju w naszych ser-cach, zgody i miłości między nami, Bożego Ducha, Ducha prawdy i jedności, i innych owoców Ducha: dobroci, uprzejmości, łagodności, opanowania, wierności i cierpliwości. Potrzeba też wyrazistego poszanowania Bożego Prawa, aby stanowione prawo ludzkie nie było ponad nim i nie dochodziło do łamania sumienia człowieka, lekceważenia tego, co etycznie i moralnie dobre.

Światowe Dni Młodzieży ujawniły wielki potencjał wiary i Bożego ducha w naszym Kościele. A jednak w codzienności nie za bardzo umiemy tym potencjałem żyć, ten potencjał obudzić. Przeżyliśmy pośród siebie tyle piękna, obecności działania Jezusa, bliskości Jego du-cha, ale w codzienności trudno nam tak żyć, jak wtedy.

Zamykając rok podwójnego jubileuszu: Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia i 1050-lecia Chrztu Polski musimy przyznać, że niestety coraz bardziej brakuje w naszym Kościele i Narodzie otwartej tożsamości, która warunkuje i znamionuje rozwój autentycznej wiary i egzystencji chrześcijańskiej. Nie możemy ani rozmazywać, czy zaprzedawać swej identyczności, ani widzieć w człowieku inaczej myślącym, czy inaczej wierzącym od razu przeciwnika, czy wręcz wroga.

U podstaw zdrowej tożsamości chrześcijańskiej jest wiara żywa i świadoma, reflektowana. Tam, gdzie jej brak, pojawiają się różne duchowe schorzenia w chrześcijańskiej egzystencji. Nieraz mamy do czynienia z infantylnością wiary, innym razem rozwija się fundamentalizm. Najczęściej Bóg spychany jest na margines naszego codziennego życia, ujawnia-ją się różne formy niedowiarstwa i zabobonu, a także dziwna duchowość, o której mówił nam, biskupom na Wawelu papież Franciszek - subiektywna, bez Chrystusa, sprowadzająca się do zaspokajania podstawowych pragnień ludzkiej natury: zdrowia, dobrobytu i szczęścia. Bez odniesienia do Boga. Trudno być wtedy obrońcą i świadkiem wiary, człowiekiem sumienia, człowiekiem wrażliwym i prawym, ponieważ duch ludzki nie unosi się wówczas na skrzydłach wiary i rozumu.

Równocześnie trzeba przyznać, że nie bardzo przejęliśmy się myślą przewodnią Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia: Miłosierni jak Ojciec. Nie zawsze umiemy czerpać z Bożego miłosierdzia, które Pan Bóg obficie rozlewa na nas w swoim słowie i świętych sakramentach. Jak wielu spośród nas nie przychodzi nawet w Dzień Pański do świątyni Jego. Ale jeszcze trudniej przychodzi nam okazywanie miłosierdzia naszym bliźnim. Coraz więcej w naszym społeczeństwie zobojętnienia i zamknięcia na innych. Wiele osądów pochopnych i krzywdzących, odniesień z pozycji arbitra i linczowania z podeptaniem prawa domniemanej niewinności. Zanim sprawa dostanie się do prokuratury, już nieraz w mediach ktoś jest osądzony. Coraz więcej nieprzejednanych i wręcz wrogich po-staw i zachowań, gorzkich owoców wyrastających z negatywnych emocji, które nie mają albo nic, albo niewiele wspólnego z Bożym Duchem: wzburzenie, niezgoda, rozłamy, bywa, że i nienawiść.

Moi Drodzy, to trzeba zmienić! Tak dalej być nie może. Proklamacja Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana naprawdę zobowiązuje! Nie dopuśćmy do tego, by jedynym owocem podwójnego jubileuszu Miłosierdzia i Chrztu Polski był określony zapis w kronikach i annałach. Nie możemy dalej dryfować w tym kierunku, który oznacza oddalanie się od Boga! Zmiany nie dokona jednak sama proklamacja Jubileuszowego Aktu. Trzeba podjąć dzieło przemiany i uporządkowania życia po Bożemu, na miarę Jezusa i Jego Ewangelii.

Przed nami bardzo dogodny ku temu czas: Adwent i Boże Narodzenie. Niech tegoroczne Marana tha - Przyjdź Jezu Panie, będzie zaproszeniem naszego Króla i Pana w nasze życie osobiste i rodzinne. Ale nie bójmy się też zaprosić Jezusa w te miejsca, w których o jakości życia nie decydujemy sami. Zaprośmy i otwórzmy drzwi Jezusowi, a on już sam będzie działał. Dysponuje przecież zbawczą władzą, potęgą swej miłości miłosiernej i potrafić dokonywać rzeczy, których sami nie jesteśmy w stanie sprawić. Trzeba jednak uklęknąć i - jak mówi św. Jan Paweł II w "Nuovo millenio ineunte" - wszystko zaczynać od kontemplacji oblicza Jezusa, zwłaszcza ukrzyżowanego.

Święta Bożego Narodzenia niech będą szczególnym czasem ugoszczenia Jezusa w naszych sercach i domach. Cenne wskazanie ku temu zawarte jest w relacji św. Mateusza o pokłonie Mędrców ze Wschodu. Ewangelista zapisał: "Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon". Niezależnie od tego, czy to była szopa czy grota, bez względu na to, jak bardzo było biednie i wiało chłodem, Ewangelista podpowiada, że Józef z Maryją stworzyli Jezusowi dom. W ten sposób nam przekazuje, że nie jest ważny stan po-siadania i pozycja społeczna, wystawność budynku i sprzętów. Przesłanie jest bardzo czytelne - dom jest tam, gdzie jest miejsce dla Boga i miłość wzajemna między nami, domownikami.

W nowym roku kościelnym, czyli od pierwszej Niedzieli Adwentu, towarzyszyć nam będą jako myśl przewodnia słowa: Idźcie i głoście. Są wezwaniem do tego, aby podjąć konkretny trud, wysiłek apostolski, ewangelizacyjny. Papież Franciszek dał nam jasno do zrozumienia, że trzeba zostawić kanapę, ubrać wyczynowe buty i ruszyć w drogę, na peryferie i bezdroża ludzkiego życia. Nie brakuje wokół nas ludzi w potrzebie, i tej materialnej, i duchowej. Przez cały rok wielokroć przypominaliśmy sobie uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Podejmowaliśmy je, ale nie można tego dzieła kończyć wraz z zakończeniem Jubileuszowego Roku. Trzeba jednak większej wyobraźni miłosierdzia i dostrzegania zwłaszcza tych, którzy Jezusa nie poznali, o Nim zapomnieli, nie potrafią się do Niego zbliżyć i zaczerpnąć z Jego miłości miłosiernej. Trzeba ich poprowadzić do Jezusa i pomóc im otworzyć się na Niego.

Cały 2017 rok powinien nas mobilizować jeszcze od innej strony. To przecież rok przygotowania do obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości. Wolność, ten wielki Boży dar, jest nam zadany, a kierunek pracy nad sobą dobrze wytyczają słowa Cypriana Kamila Norwida z utworu "Królestwo": "Nie niewola ni wolność - są w stanie. Uszczęśliwić cię... nie! Tyś osobą: udziałem twym więcej!... panowanie. Nad wszystkim w świecie - i nad sobą". Czy jednak jesteśmy w stanie zapanować nad wszystkim w naszym społeczeństwie, naszym Kościele i rodzinach, czy zapanujemy nad sobą, bez przyjęcia Jezusa za Króla i Pana, bez poddania się Jego Prawu, Jego woli i zbawczej władzy?

Św. Jan Paweł II, widząc naszą bezradność, gdy nie potrafiliśmy przezwyciężyć komunizmu zniewalającego naszą Ojczyznę i nasz naród, nie wzywał nas na Placu Zwycięstwa w Warszawie do pójścia na barykady, lecz zwrócił się do Boga. Wielu z nas pamięta to przejmujące wołanie: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!" Jeden zawołał, z taką jednak mocą wiary i ufności do Boga, że Duch Święty zstąpił i wyzwolił nie tylko nas. Padł także mur wrogości u sąsiada. I dziś, też musimy wszyscy razem, w jedności, co dnia wołać do Boga i przywoływać Bożego Ducha, aby otworzył nas na Jezusa, by pomógł nam Go stale przyjmować i Nim żyć, poddając się Jego Prawu i władzy, byśmy naszemu Królowi i Panu potrafili z oddaniem i wiernie służyć, na Jego chwałę żyć i Nim się z innymi dzielić.

Kochani moi, Jasnogórska Pani, nasza Matka i Królowa, trzymając na lewym ramieniu Jezusa, spogląda na nas i wskazując prawą ręką na niego, zdaje się mówić: "Weź Mojego Syna w swoje życie, ma dla ciebie słowo prawdy i błogosławieństwo, i cały daje ci Siebie. Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie".

I weźmy też z sobą na drogę słowa papieża Franciszka wygłoszone w 2014 r., w uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata: "Zbawienie nie zaczyna się od wyznania królewskości Chrystusa, ale od naśladowania dzieł miłosierdzia, przez które On zrealizował królestwo. Kto spełnia dzieła miłosierdzia, pokazuje, że przyjął królowanie Jezusa, bo w swoim sercu uczynił miejsce dla miłosierdzia Boga".

Niech więc nie brakuje w naszym życiu uczynków miłosierdzia. Pamiętajmy, że pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości, bliskości i czułości okazywanej bliźnim. A będzie nas sprawiedliwie sądził Jezus Chrystus, nasz Król i Pan. Jemu chwała na wieki. Amen.

 

Złoty Jubileusz profesji rad ewangelicznych
w Świeckim Instytucie Karmelitańskim Elianum
Czerna, 2 lipca 2016 r.

Ekscelencjo, Drodzy: Bracia w Kapłaństwie, Osoby Konsekrowane, wszyscy uczestnicy tej świętej Liturgii!

Gromadzimy się dzisiaj wokół trzech naszych Sióstr, które obchodzą Złoty Jubileusz profesji rad ewangelicznych w Świeckim Instytucie Karmelitańskim Elianum. Nasze Jubilatki to pionierki Instytutu. Są częścią siedemnastoosobowej grupy kobiet, która, za zgodą ks. arcybiskupa Karola Wojtyły, dzisiaj świętego, jako pierwsza - poprzez profesję rad ewangelicznych czystości, ubóstwa i posłuszeństwa - wstąpiła na drogę życia konsekrowanego w instytucie świeckim, w którym dzisiaj gościmy. Miało to miejsce w Częstochowie, w duchowej Stolicy Polski, w roku milenijnym Chrztu Polski 1966, dnia 20 lipca, w dzień św. Proroka Eliasza, Patrona Instytutu.

Drogie Siostry! Ta wyjątkowa okoliczność, że należycie do grupy fundacyjnej Instytutu sprawia, że nie sposób dzisiaj nie włączyć w naszą modlitwę nie tylko pozostałych członkiń Waszej jubileuszowej grupy, które Pan powołał już do siebie, ale także założycieli Instytutu: o. Józefa Prusa i o. Cherubina Pikonia. Nie sposób też nie przywołać wstawiennictwa św. Jana Pawła II, który jako arcybiskup krakowski, stanął u zarania Instytutu i powołania każdej z Was.

Drogie Jubilatki! To wielka sprawa uczestniczyć w fundacji instytutu życia konsekrowanego, doświadczyć charyzmatycznego powiewu Ducha Świętego, który u początków zawsze objawia się z wielką wyrazistością, by pociągnąć, uformować pierwszych członków, tak aby mogli być fundamentem dla tych, którzy przyjdą później. Aby być niejako ekspertami w rozpoznawaniu i przyjmowaniu powiewu Ducha, który w każdej epoce, w sposób nowy i świeży, nie przestaje obdarzać Kościół i życie konsekrowane nowym tchnieniem.

Wasza pierwsza profesja przypadła w wyjątkowym momencie w życiu Kościoła. Z jednej strony, dopiero co zakończył się Sobór Watykański II. Z drugiej, minęło niespełna dwadzieścia lat od ustanowienia nowej formy życia konsekrowanego, jaką są instytuty świeckie. Ta druga okoliczność sprawia, że można powiedzieć o Was, Drogie Jubilatki, że należycie do pionierek nie tylko Elianum, ale i tej formy życia konsekrowanego w Kościele, jaką są instytuty świeckie. Kolejna nowość, jaka naznaczyła Wasze życie, kolejna łaska uczestnictwa w nowym powiewie Ducha Świętego. Po tej samej linii, ale w szerszej, ogólnokościelnej, perspektywie.

Co ma oznaczać takie Wasze wybranie? Historia powołania Samuela, której wysłuchaliśmy w dzisiejszej liturgii, i dalsze losy Proroka, pouczają nas, że fakt wybrania przez Boga nie tylko diametralnie zmienia życie człowieka powołanego, ale daje początek wydarzeniom ważnym dla historii zbawienia. Młody Samuel będzie przywódcą narodu i prorokiem w trudnym okresie przejścia od plemiennej anarchii do monarchii. Postać ślepego i śpiącego kapłana Helego jest wymownym obrazem ówczesnego Izraela i jego relacji z Bogiem. Dlatego Pan zwraca się bezpośrednio do Samuela. Powołanie tego młodego człowieka jest początkiem komunikowania się Boga z Izraelem przez proroków. Nowa karta w historii zbawienia.

Tej historii, która trwa nadal. W Chrystusie nastała pełnia czasów, jednak Duch Boży nie przestaje i dzisiaj znajdować nowe ścieżki komunikowania się z człowiekiem, by go ocalić, by go zbawić, by dać mu ostatecznie udział w pełni życia w Bogu. Instytuty świeckie niewątpliwie wpisują się w bogatą paletę darów charyzmatycznych, które mają za zadanie pomóc wspólnocie wierzących być ludem oddanym Bogu, odnaleźć w nim sens swego życia.

Na pierwszy rzut oka, trochę problematyczna wydaje się ta fantazja Ducha Świętego. Z jednej strony konsekruje człowieka przez ślubowaną czystość w celibacie, ubóstwo i posłuszeństwo, jakby zrównując ideał instytutu świeckiego z życiem zakonnym, z drugiej - posyła do świata, na pierwszy front zmagania się o królestwo Boże. Nie zabrakło liczących się teologów, którzy z rezerwą odnieśli się do takiego ideału życia (K. Rahner, L. Guttiérez Vega). Świeckość osób powołanych do życia w instytutach świeckich, pojmowali nieraz, moglibyśmy powiedzieć, jako ograniczoną, zawężoną, w sposób nieprawomocny przykrojoną. Bo czymże jest dla człowieka świeckiego - powiedzą - nie móc założyć własnej rodziny, albo być apostołem w świecie nie w oparciu o typową dla świeckich niezinstytucjonalizowaną wolność charyzmatyczną, w miejsce której pojawiają się regulacje władzy kościelnej, pojawia się społeczność instytutowa, która wzywa osoby do konfrontowania się z tą społecznością przynajmniej w ważniejszych wyborach życiowych. Wszystko to, ich zdaniem, jest jakimś cięciem na tożsamości chrześcijanina świeckiego, jakąś amputacją. Jeśli już taka forma życia ma być w Kościele, nie jest niczym inspirującym dla innych katolików świeckich, bo nie podejmuje wszystkiego, czym jest świeckość, ale sprawia, że chrześcijanin jakby dąży do bycia kim innym niż się jest; nie tyle osobą świecką co zakonną.

Hansa Ursa von Balthasara, wielkiego teologa instytutów świeckich, bardziej niż pytanie: na ile życie zakonne może przybliżyć się do świata pozostając życiem zakonnym, interesowało inne: jak daleko może posunąć się życie świeckie w kierunku życia zakonnego, nie wyzbywając się niczego z istoty życia świeckiego.

Teolog z Bazylei postawił tę kwestię w kontekście stwierdzenia, że miłość agape, miłość caritas, jest tym, co organizuje życie Kościoła, całego Kościoła, każdego stanu życia w Kościele. Agape, caritas - miłość Boża, miłość, która nie szuka własnej korzyści, ale bierze z Boga, by ogarnąć całą rzeczywistość, przyjąć ją i jej się ofiarować.

Od długich wieków Kościół wiedział, że do życia tą miłością powołani są w sposób szczególny, wzorcowy dla innych, choć nie wyłączny, zakonnicy; powołani są, by kochać drugich wyłącznie w Bogu; tak jak będą kochani w niebie. Kochać, idąc ziemskimi śladami Jezusa z Nazaretu, wcielonego Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, by otworzyć niebo. A ziemskie ślady Jezusa to Jego ziemski styl życia streszczony w bezżenności dla Królestwa Bożego, w ubóstwie wskazującym na Boga jako prawdziwe bogactwo człowieka, oraz w posłuszeństwie ukochanemu Bogu, posłuszeństwie, którym się oddycha, którym się żywi na co dzień niczym chlebem: "Moim pokarmem jest pełnić wolę Bożą" (J 4,34); i tak wzrasta się osobistej wolności.

Miłość zakonników do ludzi i do świata streszczona w tajemnicy życia ziemskiego Jezusa mówi, że chce być adresowana do wszystkich, bez granic pokrewieństwa, chce być miłością uniwersalną (czystość). Dalej, że wolność od rzeczy materialnych toruje drogę dyspozycyjności, dzięki której chętnie oddaje się drugim to, czym się jest i co się posiada (ubóstwo). I w końcu, że nie można być skupionym na sobie indywidualistą, ale że zależność od drugich, których Bóg stawia na drodze i z którymi można realizować Jego pasję zbawiania świata, jest w pełni wartościową i piękną perspektywą na życie (posłuszeństwo). Niespełna siedemdziesiąt lat temu, rozpoznając instytuty świeckie jako formę życia konsekrowanego, Kościół powiedział, że i niektórzy świeccy, ci którzy są do tego powołani, mogą w ten specyficzny, agapiczny sposób kochać Boga i bliźniego. Ta droga i dla nich zostaje otwarta obok drogi, którą idzie większość chrześcijan, żyjąc miłością Boga i bliźniego w mocnym jej znaku, jakim jest sakrament małżeństwa.

Kto w znaku profesji rad ewangelicznych w instytucie świeckim oddaje Bogu najgłębsze dary natury, jakie od niego otrzymał: dar płciowości i dar osobistej wolności w kształtowaniu swego życia poczynając od poziomu rzeczy materialnych, a skończywszy w ogóle na samostanowieniu o sobie, ten otwiera Bogu w sposób specyficzny drzwi swojego serca, by mógł być wypełniony Bogiem i by móc zanieść go do świata, w najdalsze jego zakamarki. W te zakamarki często nie dotrze kapłan czy zakonnik. Dotrze świecki.

Czyż w ten sposób nie realizuje się zbawienie świata? Czy na świat nie spływa z Jezusowego krzyża łaska Odkupienia? Na dzisiejszą uroczystość wybrałyście, Drogie Jubilatki, ewangeliczny fragment o tajemnicy krzyża w życiu chrześcijanina. Pięćdziesiąt lat wierności powołaniu nie mogło nie być okupione cierpieniem; czy to tym związanym z własnym dojrzewaniem w powołaniu i potrzebą oczyszczenia wewnętrznego, czy to związanym ze sprzeciwem nieprzyjaciela krzyża Chrystusowego, który nie ułatwia życia tym, którzy są prawdziwymi apostołami zbawienia.

Niewątpliwie doświadczyłyście tajemnicy krzyża na miarę Waszego oddania się sprawie Bożej. Można o Was także powiedzieć, że jako świeckie i zarazem konsekrowane, straciłyście w pewnym sensie coś z życia, z tej jego radości, która związana jest z przeżywaniem różnorakich jego aspektów, jak chociażby życia rodzinnego. W to miejsce przyjęłyście Boga. On jest Wam za to bardzo wdzięczny. Nie przestaje przez Was czynić sowich dzieł. Nie zawsze są one widoczne dla naszych oczu, ale są. Są na miarę Waszej miłości. Bo prawdziwa miłość nigdy nie jest bezpłodna. Zawsze rodzi owoce, dobre owoce, które niosą życie i zdrowie. Gdy więc Pan "przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, wtedy odda każdej z was według jej postępowania" i według swojej hojności.

Drogie Jubilatki! Dziękujemy dzisiaj Bogu za Was. Dziękujemy za Wasz Instytut, złączony z Karmelem Terezjańskim. I prosimy Najświętszą Maryję Pannę z Góry Karmel, świętego Proroka Eliasza, św. Teresę od Jezusa, św. Jana Pawła II, aby Wasze życie wydało plon stokrotny. Amen.

o. Grzegorz Firszt OCD

 

<< wstecz 1 2 3 4 5 ... 12 dalej >>

© Elianum
Wszelkie prawa zastrzeżone.