Wszyscy bowiem dzięki tej wierze jesteście synami Bożymi - w Chrystusie Jezusie. (Ga 3,26)

Aktualności

Temat: "DROGA NA GÓRĘ KARMEL"  św. Jana od Krzyża


Poniżej podajemy terminy dni skupienia w Domu Macierzystym.

14 - 15 stycznia 2017r.o. Rafał Prusko OCD
4 - 5 lutego 2017r.o. Grzegorz Tyma OCD
4 - 5 marca 2017r.o. Marian Zawada OCD
1 - 2 kwietnia 2017r.o. Krzysztof Żywczyński OCD
30 kwietnia - 01 maja 2017r. o. Jakub Przybylski OCD      Majowy dzień skupienia. ZMIANA TERMINU


Dni skupienia odbywają się też w innych ośrodkach. Termin i miejsce spotkania ustala Posługująca danego ośrodka.

 

Homilia ks. bp. Andrzeja Czai wygłoszona podczas uroczystości Aktu Przyjęcia Chrystusa za Króla i Pana

Chryste Panie, Nasz Królu i Boże. Wielka rzesza ludzi zgromadziła się tu dziś w Bazylice Bożego Miłosierdzia i wokół niej, w imię Twoje. Wielka rzesza ludzi - nie mniej nas, niż wtedy, u początków Kościoła, w dniu Pięćdziesiątnicy, gdy wylałeś obficie Swego Ducha. Ześlij teraz na nas Swego Ducha.

Duchu Święty, napełnij nas Swoim światłem i miłością ku dobre-mu owocowaniu Bożego Słowa w naszych umysłach i sercach.

Eminencjo, Księże Kardynale,
Księże Prymasie,
Księże Arcybiskupie Stanisławie, Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski,
Drodzy Współbracia w biskupim posługiwaniu,
Szanowny Panie Prezydencie,
Panowie Marszałkowie Sejmu i Senatu,
Wszyscy przedstawiciele Rządu,
Posłowie i Senatorowie,
Przedstawiciele władz państwowych i samorządowych,
Drodzy Współbracia kapłani, osoby konsekrowane, wszyscy wierni świeccy,
Siostry i Bracia, zgromadzeni w tej Bazylice i tak licznie zgromadzeni wokół niej,
Drodzy telewidzowie i radiosłuchacze.


Zapis zawarty w pierwszym czytaniu, w Drugiej Księdze Samuela, mówi o bardzo ważnym wydarzeniu w dziejach Narodu Wybranego, o uznaniu Dawida Królem przez wszystkie pokolenia izraelskie. Jednak już wcześniej Pan Bóg namaścił Dawida na króla, rękoma Samuela. Jest więc Da-wid królem Izraela z Bożego postanowienia i przez Boga ustanowiony, a Naród reprezentowany w Hebronie przez starszyznę uznaje go swoim królem.

Podobny sens ma wydarzenie, w którym uczestniczymy. Zgromadzeni tu w Krakowie-Łagiewnikach, w sanktuarium Bożego Miłosierdzia, jesteśmy przedstawicielstwem Polskiego Narodu i Kościoła w Polsce, i przybyliśmy tu, by przyjąć Jezusa Chrystusa, na nowo, z wielką radykalnością swego postanowienia, za Króla i Pana. Trzeba bowiem, ażeby królował w naszym życiu Ten, o którym św. Paweł mówi w Liście do Kolosan, że "jest obrazem Boga niewidzialnego - Pierworodnym wobec każdego stworzenia", który "jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie", "w którym mamy odkupienie - odpuszczenie grzechów", który "jest Głową Ciała - Kościoła" i "pierworodnym spośród umarłych". "Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: [...] i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża" (zob. Kol 1,14-20).

O Jezusie mówi też Matka-Kościół, słyszeliśmy te słowa w modlitwie dnia, że jest Królem z Bożego postanowienia. Bóg postanowił wszystko poddać umiłowanemu Synowi, Królowi Wszechświata i ten swój plan zrealizował. Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni dla ocalenia Narodu Wybranego, tak Bóg wywyższył swego Syna na krzyżu dla naszego zbawienia i po zmartwychwstaniu posadził Go "na prawicę swoją jako Władcę i Zbawiciela" (Dz 5,31). Wywyższył Go ponad wszystko i "darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem - ku chwale Boga Ojca" (Flp 2,9-11).

Dlatego, moi drodzy, nie jest naszym zadaniem ogłaszać Chrystusa Królem, lecz uznać Jego panowanie i poddać się Jego Prawu, Jego woli i zbawczej władzy, zawierzyć i poświęcić Mu naszą Ojczyznę i cały Naród, nas samych i nasze rodziny. Przybyliśmy więc, by ugiąć kolano i wyznać z wiarą, że Jezus jest naszym Królem, Panem i Zbawicielem, a nawet więcej, chcemy Go przyjąć za Króla i Pana. By tego dokonać, trzeba podjąć jakże ciągle aktualne wezwanie św. Jana Pawła II z homilii inaugurującej jego pontyfikat: "Otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Dla Jego zbawczej władzy [...]. Nie lękajcie się!".

Umiłowani w Chrystusie Panu Siostry i Bracia, nie trzeba się bać, bo jak zapewnia papież senior Benedykt XVI, Jezus nie przychodzi, jak złodziej, nie zabiera, lecz daje, uzdrawia, przemienia, umacnia. Sam zapewnia nas: Oto stoję u drzwi i pukam. Ileż w tym delikatności i troski zarazem! I mówi dalej: Jeśli, ktoś usłyszy i drzwi otworzy, wtedy wejdę i będę z Nim ucztował, a on ze Mną (por. Ap 3,20). Nie czeka na nasze dary, lecz obdarowują łaską i prawdą. Jest naszym największym Dobrodziejem. Uświadamia nam to zapis kolędowy na odrzwiach naszych domów i mieszkań: C+M+B+ i dany rok, już niebawem: 2017. Otóż św. Augustyn tak tłumaczył sens zapisu: Christus est multorum Benefactor. Chrystus jest Dobroczyńcą wszystkich w tym mieszkaniu, w tym domu mieszkających. Tak właśnie jest! Jezus jest naszym Dobrodziejem, naszym Zbawcą!

Nie można więc postąpić, jak ludzie na Kalwarii. Mam na myśli zobojętnienie i szyderstwo, o których mówi św. Łukasz Ewangelista. A nie pomógł nawet napis: "To jest król żydowski" (Łk 23,38). Lud stał i patrzył - można powiedzieć: ślepy i nieporuszony miłością Pana. Członkowie Sanhedrynu i żołnierze szydzili z ukrzyżowanego Króla. A jeden ze złoczyńców wręcz urągał Mu: "Czyż Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas" (Łk 23,39).

Zupełnie inaczej odniósł się do Jezusa drugi ze złoczyńców, ten, którego przyjęło się nazywać dobrym łotrem. Zganił towarzysza, a następnie wyznał swą wiarę w królewską godność Jezusa i Jego królestwo nie z tego świata: "Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa" (Łk 23,42). W odpowiedzi Jezus objawia swą Boską i królewską moc i chwałę: "Zaprawdę, powiadam ci: Dziś będziesz ze Mną w raju" (Łk 23,43). Pokazuje, że dysponuje mocą obdarowywania nowym życiem, rajskim życiem, że ten, który w Niego wierzy może liczyć na udział w Jego królestwie. Oto Król, który panuje nad grzechem, śmiercią, piekłem i szatanem, i darzy życiem wiecznym w swoim Królestwie. Trzeba jednak w Jezusa wierzyć i wyznać wiarę w Niego, uznać Go swoim Królem, czyli dać Mu posłuch i pierwsze miejsce w życiu, służyć Mu i żyć na Jego chwałę.

To znaczy, że trzeba jak Zacheusz przyjąć Pana rozradowany. Wówczas dzieje się zbawienie w nas i pośród nas. Zwierzchnik celników, bardzo bogaty, który wcześniej i myślał tylko o sobie, w obecności Pana wyznaje swą winę, zapowiada naprawienie krzywd i wspieranie ubogich. Dokonała się wielka przemiana, zrodziło nowe życie, na miarę Chrystusowej Ewangelii. To Boże życie jest też naszym udziałem od dnia chrztu. Tak często żeśmy w tym roku do tego wracali, że naszym udziałem - łaska naszego życia, łaska dziecięctwa Bożego. W tej łasce, jak w zalążku, jest niesamowity potencjał, może być jednak zmarnowany, sami bowiem nie jesteśmy w stanie tego życia Bożego w sobie rozwijać. Wystarczy jednak otworzyć drzwi, przyjąć Pana, dać Mu pierwsze miejsce we wszystkich sferach naszego życia: osobistej, rodzinnej, zawodowej i społecznej, a On je uporządkuje i rozwinie. To życie otrzymane w zalążku na chrzcie wprowadzi Boży ład, napełni swym Duchem i pokojem, którego świat dać nie umie, pokojem Zmartwychwstałego.

Bardzo nam dziś tego potrzeba: Bożego pokoju w naszych ser-cach, zgody i miłości między nami, Bożego Ducha, Ducha prawdy i jedności, i innych owoców Ducha: dobroci, uprzejmości, łagodności, opanowania, wierności i cierpliwości. Potrzeba też wyrazistego poszanowania Bożego Prawa, aby stanowione prawo ludzkie nie było ponad nim i nie dochodziło do łamania sumienia człowieka, lekceważenia tego, co etycznie i moralnie dobre.

Światowe Dni Młodzieży ujawniły wielki potencjał wiary i Bożego ducha w naszym Kościele. A jednak w codzienności nie za bardzo umiemy tym potencjałem żyć, ten potencjał obudzić. Przeżyliśmy pośród siebie tyle piękna, obecności działania Jezusa, bliskości Jego du-cha, ale w codzienności trudno nam tak żyć, jak wtedy.

Zamykając rok podwójnego jubileuszu: Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia i 1050-lecia Chrztu Polski musimy przyznać, że niestety coraz bardziej brakuje w naszym Kościele i Narodzie otwartej tożsamości, która warunkuje i znamionuje rozwój autentycznej wiary i egzystencji chrześcijańskiej. Nie możemy ani rozmazywać, czy zaprzedawać swej identyczności, ani widzieć w człowieku inaczej myślącym, czy inaczej wierzącym od razu przeciwnika, czy wręcz wroga.

U podstaw zdrowej tożsamości chrześcijańskiej jest wiara żywa i świadoma, reflektowana. Tam, gdzie jej brak, pojawiają się różne duchowe schorzenia w chrześcijańskiej egzystencji. Nieraz mamy do czynienia z infantylnością wiary, innym razem rozwija się fundamentalizm. Najczęściej Bóg spychany jest na margines naszego codziennego życia, ujawnia-ją się różne formy niedowiarstwa i zabobonu, a także dziwna duchowość, o której mówił nam, biskupom na Wawelu papież Franciszek - subiektywna, bez Chrystusa, sprowadzająca się do zaspokajania podstawowych pragnień ludzkiej natury: zdrowia, dobrobytu i szczęścia. Bez odniesienia do Boga. Trudno być wtedy obrońcą i świadkiem wiary, człowiekiem sumienia, człowiekiem wrażliwym i prawym, ponieważ duch ludzki nie unosi się wówczas na skrzydłach wiary i rozumu.

Równocześnie trzeba przyznać, że nie bardzo przejęliśmy się myślą przewodnią Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia: Miłosierni jak Ojciec. Nie zawsze umiemy czerpać z Bożego miłosierdzia, które Pan Bóg obficie rozlewa na nas w swoim słowie i świętych sakramentach. Jak wielu spośród nas nie przychodzi nawet w Dzień Pański do świątyni Jego. Ale jeszcze trudniej przychodzi nam okazywanie miłosierdzia naszym bliźnim. Coraz więcej w naszym społeczeństwie zobojętnienia i zamknięcia na innych. Wiele osądów pochopnych i krzywdzących, odniesień z pozycji arbitra i linczowania z podeptaniem prawa domniemanej niewinności. Zanim sprawa dostanie się do prokuratury, już nieraz w mediach ktoś jest osądzony. Coraz więcej nieprzejednanych i wręcz wrogich po-staw i zachowań, gorzkich owoców wyrastających z negatywnych emocji, które nie mają albo nic, albo niewiele wspólnego z Bożym Duchem: wzburzenie, niezgoda, rozłamy, bywa, że i nienawiść.

Moi Drodzy, to trzeba zmienić! Tak dalej być nie może. Proklamacja Jubileuszowego Aktu Przyjęcia Jezusa Chrystusa za Króla i Pana naprawdę zobowiązuje! Nie dopuśćmy do tego, by jedynym owocem podwójnego jubileuszu Miłosierdzia i Chrztu Polski był określony zapis w kronikach i annałach. Nie możemy dalej dryfować w tym kierunku, który oznacza oddalanie się od Boga! Zmiany nie dokona jednak sama proklamacja Jubileuszowego Aktu. Trzeba podjąć dzieło przemiany i uporządkowania życia po Bożemu, na miarę Jezusa i Jego Ewangelii.

Przed nami bardzo dogodny ku temu czas: Adwent i Boże Narodzenie. Niech tegoroczne Marana tha - Przyjdź Jezu Panie, będzie zaproszeniem naszego Króla i Pana w nasze życie osobiste i rodzinne. Ale nie bójmy się też zaprosić Jezusa w te miejsca, w których o jakości życia nie decydujemy sami. Zaprośmy i otwórzmy drzwi Jezusowi, a on już sam będzie działał. Dysponuje przecież zbawczą władzą, potęgą swej miłości miłosiernej i potrafić dokonywać rzeczy, których sami nie jesteśmy w stanie sprawić. Trzeba jednak uklęknąć i - jak mówi św. Jan Paweł II w "Nuovo millenio ineunte" - wszystko zaczynać od kontemplacji oblicza Jezusa, zwłaszcza ukrzyżowanego.

Święta Bożego Narodzenia niech będą szczególnym czasem ugoszczenia Jezusa w naszych sercach i domach. Cenne wskazanie ku temu zawarte jest w relacji św. Mateusza o pokłonie Mędrców ze Wschodu. Ewangelista zapisał: "Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon". Niezależnie od tego, czy to była szopa czy grota, bez względu na to, jak bardzo było biednie i wiało chłodem, Ewangelista podpowiada, że Józef z Maryją stworzyli Jezusowi dom. W ten sposób nam przekazuje, że nie jest ważny stan po-siadania i pozycja społeczna, wystawność budynku i sprzętów. Przesłanie jest bardzo czytelne - dom jest tam, gdzie jest miejsce dla Boga i miłość wzajemna między nami, domownikami.

W nowym roku kościelnym, czyli od pierwszej Niedzieli Adwentu, towarzyszyć nam będą jako myśl przewodnia słowa: Idźcie i głoście. Są wezwaniem do tego, aby podjąć konkretny trud, wysiłek apostolski, ewangelizacyjny. Papież Franciszek dał nam jasno do zrozumienia, że trzeba zostawić kanapę, ubrać wyczynowe buty i ruszyć w drogę, na peryferie i bezdroża ludzkiego życia. Nie brakuje wokół nas ludzi w potrzebie, i tej materialnej, i duchowej. Przez cały rok wielokroć przypominaliśmy sobie uczynki miłosierdzia względem duszy i ciała. Podejmowaliśmy je, ale nie można tego dzieła kończyć wraz z zakończeniem Jubileuszowego Roku. Trzeba jednak większej wyobraźni miłosierdzia i dostrzegania zwłaszcza tych, którzy Jezusa nie poznali, o Nim zapomnieli, nie potrafią się do Niego zbliżyć i zaczerpnąć z Jego miłości miłosiernej. Trzeba ich poprowadzić do Jezusa i pomóc im otworzyć się na Niego.

Cały 2017 rok powinien nas mobilizować jeszcze od innej strony. To przecież rok przygotowania do obchodów 100-lecia odzyskania niepodległości. Wolność, ten wielki Boży dar, jest nam zadany, a kierunek pracy nad sobą dobrze wytyczają słowa Cypriana Kamila Norwida z utworu "Królestwo": "Nie niewola ni wolność - są w stanie. Uszczęśliwić cię... nie! Tyś osobą: udziałem twym więcej!... panowanie. Nad wszystkim w świecie - i nad sobą". Czy jednak jesteśmy w stanie zapanować nad wszystkim w naszym społeczeństwie, naszym Kościele i rodzinach, czy zapanujemy nad sobą, bez przyjęcia Jezusa za Króla i Pana, bez poddania się Jego Prawu, Jego woli i zbawczej władzy?

Św. Jan Paweł II, widząc naszą bezradność, gdy nie potrafiliśmy przezwyciężyć komunizmu zniewalającego naszą Ojczyznę i nasz naród, nie wzywał nas na Placu Zwycięstwa w Warszawie do pójścia na barykady, lecz zwrócił się do Boga. Wielu z nas pamięta to przejmujące wołanie: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!" Jeden zawołał, z taką jednak mocą wiary i ufności do Boga, że Duch Święty zstąpił i wyzwolił nie tylko nas. Padł także mur wrogości u sąsiada. I dziś, też musimy wszyscy razem, w jedności, co dnia wołać do Boga i przywoływać Bożego Ducha, aby otworzył nas na Jezusa, by pomógł nam Go stale przyjmować i Nim żyć, poddając się Jego Prawu i władzy, byśmy naszemu Królowi i Panu potrafili z oddaniem i wiernie służyć, na Jego chwałę żyć i Nim się z innymi dzielić.

Kochani moi, Jasnogórska Pani, nasza Matka i Królowa, trzymając na lewym ramieniu Jezusa, spogląda na nas i wskazując prawą ręką na niego, zdaje się mówić: "Weź Mojego Syna w swoje życie, ma dla ciebie słowo prawdy i błogosławieństwo, i cały daje ci Siebie. Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie".

I weźmy też z sobą na drogę słowa papieża Franciszka wygłoszone w 2014 r., w uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata: "Zbawienie nie zaczyna się od wyznania królewskości Chrystusa, ale od naśladowania dzieł miłosierdzia, przez które On zrealizował królestwo. Kto spełnia dzieła miłosierdzia, pokazuje, że przyjął królowanie Jezusa, bo w swoim sercu uczynił miejsce dla miłosierdzia Boga".

Niech więc nie brakuje w naszym życiu uczynków miłosierdzia. Pamiętajmy, że pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości, bliskości i czułości okazywanej bliźnim. A będzie nas sprawiedliwie sądził Jezus Chrystus, nasz Król i Pan. Jemu chwała na wieki. Amen.

 

Złoty Jubileusz profesji rad ewangelicznych
w Świeckim Instytucie Karmelitańskim Elianum
Czerna, 2 lipca 2016 r.

Ekscelencjo, Drodzy: Bracia w Kapłaństwie, Osoby Konsekrowane, wszyscy uczestnicy tej świętej Liturgii!

Gromadzimy się dzisiaj wokół trzech naszych Sióstr, które obchodzą Złoty Jubileusz profesji rad ewangelicznych w Świeckim Instytucie Karmelitańskim Elianum. Nasze Jubilatki to pionierki Instytutu. Są częścią siedemnastoosobowej grupy kobiet, która, za zgodą ks. arcybiskupa Karola Wojtyły, dzisiaj świętego, jako pierwsza - poprzez profesję rad ewangelicznych czystości, ubóstwa i posłuszeństwa - wstąpiła na drogę życia konsekrowanego w instytucie świeckim, w którym dzisiaj gościmy. Miało to miejsce w Częstochowie, w duchowej Stolicy Polski, w roku milenijnym Chrztu Polski 1966, dnia 20 lipca, w dzień św. Proroka Eliasza, Patrona Instytutu.

Drogie Siostry! Ta wyjątkowa okoliczność, że należycie do grupy fundacyjnej Instytutu sprawia, że nie sposób dzisiaj nie włączyć w naszą modlitwę nie tylko pozostałych członkiń Waszej jubileuszowej grupy, które Pan powołał już do siebie, ale także założycieli Instytutu: o. Józefa Prusa i o. Cherubina Pikonia. Nie sposób też nie przywołać wstawiennictwa św. Jana Pawła II, który jako arcybiskup krakowski, stanął u zarania Instytutu i powołania każdej z Was.

Drogie Jubilatki! To wielka sprawa uczestniczyć w fundacji instytutu życia konsekrowanego, doświadczyć charyzmatycznego powiewu Ducha Świętego, który u początków zawsze objawia się z wielką wyrazistością, by pociągnąć, uformować pierwszych członków, tak aby mogli być fundamentem dla tych, którzy przyjdą później. Aby być niejako ekspertami w rozpoznawaniu i przyjmowaniu powiewu Ducha, który w każdej epoce, w sposób nowy i świeży, nie przestaje obdarzać Kościół i życie konsekrowane nowym tchnieniem.

Wasza pierwsza profesja przypadła w wyjątkowym momencie w życiu Kościoła. Z jednej strony, dopiero co zakończył się Sobór Watykański II. Z drugiej, minęło niespełna dwadzieścia lat od ustanowienia nowej formy życia konsekrowanego, jaką są instytuty świeckie. Ta druga okoliczność sprawia, że można powiedzieć o Was, Drogie Jubilatki, że należycie do pionierek nie tylko Elianum, ale i tej formy życia konsekrowanego w Kościele, jaką są instytuty świeckie. Kolejna nowość, jaka naznaczyła Wasze życie, kolejna łaska uczestnictwa w nowym powiewie Ducha Świętego. Po tej samej linii, ale w szerszej, ogólnokościelnej, perspektywie.

Co ma oznaczać takie Wasze wybranie? Historia powołania Samuela, której wysłuchaliśmy w dzisiejszej liturgii, i dalsze losy Proroka, pouczają nas, że fakt wybrania przez Boga nie tylko diametralnie zmienia życie człowieka powołanego, ale daje początek wydarzeniom ważnym dla historii zbawienia. Młody Samuel będzie przywódcą narodu i prorokiem w trudnym okresie przejścia od plemiennej anarchii do monarchii. Postać ślepego i śpiącego kapłana Helego jest wymownym obrazem ówczesnego Izraela i jego relacji z Bogiem. Dlatego Pan zwraca się bezpośrednio do Samuela. Powołanie tego młodego człowieka jest początkiem komunikowania się Boga z Izraelem przez proroków. Nowa karta w historii zbawienia.

Tej historii, która trwa nadal. W Chrystusie nastała pełnia czasów, jednak Duch Boży nie przestaje i dzisiaj znajdować nowe ścieżki komunikowania się z człowiekiem, by go ocalić, by go zbawić, by dać mu ostatecznie udział w pełni życia w Bogu. Instytuty świeckie niewątpliwie wpisują się w bogatą paletę darów charyzmatycznych, które mają za zadanie pomóc wspólnocie wierzących być ludem oddanym Bogu, odnaleźć w nim sens swego życia.

Na pierwszy rzut oka, trochę problematyczna wydaje się ta fantazja Ducha Świętego. Z jednej strony konsekruje człowieka przez ślubowaną czystość w celibacie, ubóstwo i posłuszeństwo, jakby zrównując ideał instytutu świeckiego z życiem zakonnym, z drugiej - posyła do świata, na pierwszy front zmagania się o królestwo Boże. Nie zabrakło liczących się teologów, którzy z rezerwą odnieśli się do takiego ideału życia (K. Rahner, L. Guttiérez Vega). Świeckość osób powołanych do życia w instytutach świeckich, pojmowali nieraz, moglibyśmy powiedzieć, jako ograniczoną, zawężoną, w sposób nieprawomocny przykrojoną. Bo czymże jest dla człowieka świeckiego - powiedzą - nie móc założyć własnej rodziny, albo być apostołem w świecie nie w oparciu o typową dla świeckich niezinstytucjonalizowaną wolność charyzmatyczną, w miejsce której pojawiają się regulacje władzy kościelnej, pojawia się społeczność instytutowa, która wzywa osoby do konfrontowania się z tą społecznością przynajmniej w ważniejszych wyborach życiowych. Wszystko to, ich zdaniem, jest jakimś cięciem na tożsamości chrześcijanina świeckiego, jakąś amputacją. Jeśli już taka forma życia ma być w Kościele, nie jest niczym inspirującym dla innych katolików świeckich, bo nie podejmuje wszystkiego, czym jest świeckość, ale sprawia, że chrześcijanin jakby dąży do bycia kim innym niż się jest; nie tyle osobą świecką co zakonną.

Hansa Ursa von Balthasara, wielkiego teologa instytutów świeckich, bardziej niż pytanie: na ile życie zakonne może przybliżyć się do świata pozostając życiem zakonnym, interesowało inne: jak daleko może posunąć się życie świeckie w kierunku życia zakonnego, nie wyzbywając się niczego z istoty życia świeckiego.

Teolog z Bazylei postawił tę kwestię w kontekście stwierdzenia, że miłość agape, miłość caritas, jest tym, co organizuje życie Kościoła, całego Kościoła, każdego stanu życia w Kościele. Agape, caritas - miłość Boża, miłość, która nie szuka własnej korzyści, ale bierze z Boga, by ogarnąć całą rzeczywistość, przyjąć ją i jej się ofiarować.

Od długich wieków Kościół wiedział, że do życia tą miłością powołani są w sposób szczególny, wzorcowy dla innych, choć nie wyłączny, zakonnicy; powołani są, by kochać drugich wyłącznie w Bogu; tak jak będą kochani w niebie. Kochać, idąc ziemskimi śladami Jezusa z Nazaretu, wcielonego Syna Bożego, który przyszedł na ziemię, by otworzyć niebo. A ziemskie ślady Jezusa to Jego ziemski styl życia streszczony w bezżenności dla Królestwa Bożego, w ubóstwie wskazującym na Boga jako prawdziwe bogactwo człowieka, oraz w posłuszeństwie ukochanemu Bogu, posłuszeństwie, którym się oddycha, którym się żywi na co dzień niczym chlebem: "Moim pokarmem jest pełnić wolę Bożą" (J 4,34); i tak wzrasta się osobistej wolności.

Miłość zakonników do ludzi i do świata streszczona w tajemnicy życia ziemskiego Jezusa mówi, że chce być adresowana do wszystkich, bez granic pokrewieństwa, chce być miłością uniwersalną (czystość). Dalej, że wolność od rzeczy materialnych toruje drogę dyspozycyjności, dzięki której chętnie oddaje się drugim to, czym się jest i co się posiada (ubóstwo). I w końcu, że nie można być skupionym na sobie indywidualistą, ale że zależność od drugich, których Bóg stawia na drodze i z którymi można realizować Jego pasję zbawiania świata, jest w pełni wartościową i piękną perspektywą na życie (posłuszeństwo). Niespełna siedemdziesiąt lat temu, rozpoznając instytuty świeckie jako formę życia konsekrowanego, Kościół powiedział, że i niektórzy świeccy, ci którzy są do tego powołani, mogą w ten specyficzny, agapiczny sposób kochać Boga i bliźniego. Ta droga i dla nich zostaje otwarta obok drogi, którą idzie większość chrześcijan, żyjąc miłością Boga i bliźniego w mocnym jej znaku, jakim jest sakrament małżeństwa.

Kto w znaku profesji rad ewangelicznych w instytucie świeckim oddaje Bogu najgłębsze dary natury, jakie od niego otrzymał: dar płciowości i dar osobistej wolności w kształtowaniu swego życia poczynając od poziomu rzeczy materialnych, a skończywszy w ogóle na samostanowieniu o sobie, ten otwiera Bogu w sposób specyficzny drzwi swojego serca, by mógł być wypełniony Bogiem i by móc zanieść go do świata, w najdalsze jego zakamarki. W te zakamarki często nie dotrze kapłan czy zakonnik. Dotrze świecki.

Czyż w ten sposób nie realizuje się zbawienie świata? Czy na świat nie spływa z Jezusowego krzyża łaska Odkupienia? Na dzisiejszą uroczystość wybrałyście, Drogie Jubilatki, ewangeliczny fragment o tajemnicy krzyża w życiu chrześcijanina. Pięćdziesiąt lat wierności powołaniu nie mogło nie być okupione cierpieniem; czy to tym związanym z własnym dojrzewaniem w powołaniu i potrzebą oczyszczenia wewnętrznego, czy to związanym ze sprzeciwem nieprzyjaciela krzyża Chrystusowego, który nie ułatwia życia tym, którzy są prawdziwymi apostołami zbawienia.

Niewątpliwie doświadczyłyście tajemnicy krzyża na miarę Waszego oddania się sprawie Bożej. Można o Was także powiedzieć, że jako świeckie i zarazem konsekrowane, straciłyście w pewnym sensie coś z życia, z tej jego radości, która związana jest z przeżywaniem różnorakich jego aspektów, jak chociażby życia rodzinnego. W to miejsce przyjęłyście Boga. On jest Wam za to bardzo wdzięczny. Nie przestaje przez Was czynić sowich dzieł. Nie zawsze są one widoczne dla naszych oczu, ale są. Są na miarę Waszej miłości. Bo prawdziwa miłość nigdy nie jest bezpłodna. Zawsze rodzi owoce, dobre owoce, które niosą życie i zdrowie. Gdy więc Pan "przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, wtedy odda każdej z was według jej postępowania" i według swojej hojności.

Drogie Jubilatki! Dziękujemy dzisiaj Bogu za Was. Dziękujemy za Wasz Instytut, złączony z Karmelem Terezjańskim. I prosimy Najświętszą Maryję Pannę z Góry Karmel, świętego Proroka Eliasza, św. Teresę od Jezusa, św. Jana Pawła II, aby Wasze życie wydało plon stokrotny. Amen.

o. Grzegorz Firszt OCD

 

Homilia: Żeś jak lód stopił grzechy moje.
Wielka Pokuta (Jasna Góra - 15.10.2016)

Abp Stanisław Gądecki

W dniu dzisiejszym na Jasnej Górze trwa "Wielka Pokuta", czyli przebłaganie za wszystkie grzechy popełnione w naszej Ojczyźnie. Każdy z nas jest tutaj wezwany do tego, aby przeprosić Boga za grzechy indywidualne i społeczne. Przez "Wielką Pokutę" pragniemy zmienić bieg historii każdego z nas i naszej Ojczyzny.

"Całe życie ludzi, czy to jednostkowe, czy zbiorowe, przedstawia się jako walka, i to walka dramatyczna, między dobrem i złem, między światłem i ciemnością. Co więcej, człowiek odkrywa, że jest niezdolny zwalczać skutecznie o własnych siłach napaści zła... Ale sam Pan przyszedł, aby człowieka uwolnić i umocnić, odnawiając go wewnętrznie" (Gaudium et spes, 13). Tylko w tym kontekście napięć i konfliktów, właściwych upadłej naturze ludzkiej, można podejmować refleksję nad grzechem osobistym i społecznym. Nam pokutą indywidualną i społeczną.

1. POKUTA INDYWIDUALNA

Grzech ma zasadniczo i istotowo charakter osobisty i osobowy. Jest to zawsze określony czyn osobowy, który - jako niezgodny z prawem moralnym - sprzeciwia się woli Boga. Grzech jest więc w najszerszym tego słowa znaczeniu niesprawiedliwością. W ślad za tą niesprawiedliwością idzie zerwanie więzi z Bogiem.

a) Nawrócenie

W celu przywrócenia zerwanej więzi z Bogiem potrzebna jest nam pokuta, która - po pierwsze -  zakłada nawrócenie. Zakłada nawrócenie czyli nic innego jak przemianę ducha, która ma skierować nas ku Bogu. Są to zresztą dwa podstawowe elementy nauki płynącej z przypowieści o synu marnotrawnym, zagubionym i odnalezionym. Zakłada ono zastanowienie się nad sobą i decyzję powrotu do Ojca. Pojednanie nie jest możliwe bez przyjęcia tych podstawowych dla nawrócenia postaw.

Kiedy syn marnotrawny otrzymał przypadającą mu część majątku a potem "odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie", dopiero głód i niedostatek w obcej krainie zmusił go do refleksji.

"Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników.

Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem".

Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić" (Łk 15,17-24).

Syn marnotrawny zaczyna się zastanawiać i uświadamia sobie, że pomylił się i że w domu ojca było mu znacznie lepiej. Dziedzictwo, które otrzymał od ojca, było pewnym zasobem dóbr materialnych; jednakże ważniejsza od tych dóbr była godność syna w domu ojca. Utrata owych dóbr, musiała mu uświadomić także tę utraconą godność. Nie myślał o niej w przeszłości, kiedy domagał się od ojca swojej części majątku, ażeby pójść w świat. I zdaje się nie uświadamiać sobie tego nawet i teraz, kiedy mówi do siebie: "Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę!" Mierzy siebie miarą tych dóbr, które stracił, których "nie ma", podczas gdy najemnicy w domu jego ojca "mają". Słowa te świadczą przede wszystkim o jego stosunku do dóbr materialnych, ale pod powierzchnią tych słów kryje się świadomość zmarnowanego synostwa.

I wtedy przychodzi decyzja: "Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem, uczyń mnie choćby jednym z najemników" (Łk 15, 18 n.). Te słowa odsłaniają głębiej sprawę najistotniejszą. W synu marnotrawnym poprzez sytuację "materialną", w jakiej się znalazł na skutek własnej lekkomyślności, dojrzało poczucie utraconej godności. Kiedy decyduje się pójść z powrotem do domu rodzinnego i prosić ojca o przyjęcie - już nie na prawach syna, ale na prawach najemnika - zdaje się działać ze względu na głód i nędzę, w jaką popadł, jednakże motyw ten jest przeniknięty świadomością głębszej utraty; być najemnikiem w domu własnego ojca, to z pewnością głębokie upokorzenie i wstyd. Uświadamia sobie, że nie ma prawa do niczego więcej, jak do stanu najemnika w domu swojego ojca. W centrum świadomości syna marnotrawnego znalazło się poczucie utraconej godności, tej, która wynikała ze stosunku syna do ojca. I z tak podjętą decyzją wyrusza w drogę.

b) Skrucha

Pierwszy warunek pokuty, jakim jest nawrócenie zakłada drugi a jest nim skrucha. Pokuta oznacza również skruchę. Mówi o tym upomnienie Jezusa: "Jeśli brat twój ... żałuje, przebacz mu! I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: «Żałuję tego», przebacz mu!". Skrucha jest prawdziwą przemianą duszy ludzkiej. Przepięknym echem tego rodzaju skruchy jest psalm 51 Miserere:

Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości,
w ogromie swego miłosierdzia wymaż moją nieprawość!
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego!

Uznaję bowiem moją nieprawość,
a grzech mój jest zawsze przede mną.
Tylko przeciw Tobie zgrzeszyłem
i uczyniłem, co złe jest przed Tobą, [...]

Odwróć oblicze swe od moich grzechów
i wymaż wszystkie moje przewinienia!
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego! (Ps 51,3-6.11-12).

Tego rodzaju prośba - w sposób świadomy lub nieuświadomiony - wznosi się do Boga przed każdą spowiedzią ze skruszonego serca penitenta.

"Rzetelne wyznanie grzechów ponadto zaprawia penitenta do pokory, do uznania własnej słabości, a jednocześnie do uświadamiania sobie konieczności Bożego przebaczenia oraz ufności w to, że łaska Boża może przemienić życie. [...] Nie zapominajmy, że bardzo wiele nawróceń i wiele prawdziwie świętych egzystencji rozpoczęło się w konfesjonale! Pokuta i słowa: «Odpuszczam ci grzechy», stanowią wreszcie prawdziwą lekcję miłości i nadziei, dzięki której wzrasta pełne zaufanie do Boga Miłości, objawionego w Jezusie Chrystusie, odpowiedzialność i zaangażowanie w nieustanne nawracanie się" (Benedykt XVI, W kwestii zła w człowieku i historii ostatnie słowo należy do Boga. Przemówienie do uczestników kursu dla spowiedników zorganizowanego przez Penitencjarię Apostolską - 25 III 2011).

c) Czynienie pokuty

W trzecim wreszcie znaczeniu pokuta jest przejściem od postawy nawrócenia i skruchy w gest ujawniający się na zewnątrz: jest to czynienie pokuty. Czynić pokutę - do czego nakłaniał Jan Chrzciciel - znaczy przede wszystkim przywrócić harmonię zburzoną przez grzech; zmienić kierunek postępowania kosztem ofiary.

Ojcowie Kościoła domagali się odbywaniu ciężkiej pokuty jeszcze przed otrzymaniem rozgrzeszenia. Nie wchodziła przy tym w grę żadna idea "zrównoważenia" zła grzechu. Przebaczenie grzechów jest absolutnie darmowym darem Boga. Pokuta - której istotę stanowił ból odsunięcia od Komunii świętej, wstyd oddzielenia od wspólnoty oraz liczne posty i modlitwy - miała grzesznikowi dopomóc do osiągnięcia autentycznego żalu za grzechy oraz miała leczyć rany, jakie każdy grzech pozostawia po sobie w duszy człowieka. Nawet najcięższa pokuta nie zrównoważy zła grzechu ani nie wysłuży Bożego przebaczenia. Boże przebaczenie całkowicie przekracza zasługi moich czynów (a nawet wyczynów) pokutnych. Nigdy bym nie mógł pojednać się z Bogiem, gdyby On sam - suwerennym aktem swojego miłosierdzia - nie zechciał przygarnąć mnie do siebie (por. O. Jacek Salij, Na czym polega pokuta?, w: Idziemy, 1.04.2007 ).

Święty Tomasz z Akwinu, pisał, że pokuta za grzechy ma dwa cele. Po pierwsze, pomaga mi zrozumieć zło mojego grzechu. My często nie dostrzegamy niczego nagannego w naszych grzechach i dopiero dzięki pokucie możemy oprzytomnieć i całym sercem uznać dezaprobatę, jaką dla mojego grzechu żywi Bóg. Drugim celem pokuty jest zniszczenie w sobie złych nawyków, jakie się we mnie ukształtowały w wyniku grzesznego życia. Inaczej mówiąc, drugim celem pokuty jest leczenie ran, które pozostawił w nas nasz grzech.

Pokuta chrześcijańska jest wtedy autentyczna, gdy wypływa z miłości, a nie jedynie z lęku. Gdy polega na poważnym wysiłku ukrzyżowania "starego człowieka", aby mógł się narodzić "nowy" za sprawą Chrystusa. Gdy będzie naśladowaniem Chrystusa, który będąc niewinny wybrał drogę ubóstwa, cierpliwości, surowości i drogę życia pokutnego (Adhortacja "Reconciliatio et penitentia", 26).

"Żaden czyn cnoty nie może być skuteczny, jeśli z niego nie ma pożytku także dla innych... Więc, pomimo że przechodzisz dzień na czczo, pomimo, że śpisz na twardej ziemi, sypiesz popiół i wciąż wzdychasz; jeśli nie czynisz dobra innym, nie robisz niczego wielkiego" (św. Jan Chryzostom).

2. POKUTA WSPÓLNOTOWA

a) Grzech

Grzech - w swoim podstawowym znaczeniu - jest zawsze aktem konkretnej osoby, aktem wolności pojedynczego człowieka, nie zaś całej grupy czy wspólnoty. Ale jednocześnie grzech indywidualny dotyka innych ludzi i szkodzi równocześnie życiu społecznemu, wprowadzając i potęgując w nim nieład, osłabiając jego jedność. A zatem grzech indywidualny posiada zawsze wymiar społeczny. Dzieje się tak, dlatego że wola każdego człowieka jest uwarunkowana społecznie, a także dlatego, że grzech wywiera wpływ na same struktury społeczne, które w ten sposób są "jakby naznaczone przez grzech człowieka i stają się przeciwne Ewangelii". Ten społeczny aspekt grzechu ujawnia, że grzech nie jest jedynie zwykłym złamaniem jakiegoś prawa, ale że staje się on barierą w postępie ludzkości.

Suma grzechów osobistych, popełnionych przez wiele osób, tworzy grzeszne struktury społeczne i sytuacje grzechu. Grzech społeczny jest czymś więcej niż prostą sumą grzechów osobistych, jest jakby nową "quasi-antywartością". Podobnie jak dobro wspólne nie jest prostą sumą dóbr indywidualnych, ale nową "quasi-jakością".

Nigdy nie wolno przeciwstawiać grzechu społecznego grzechowi osobistemu, mówiąc, że są grzechy osobiste (indywidualne), które popełnia pojedynczy człowiek, i są jednocześnie grzechy społeczne, których podmiotem jest społeczność. Grzech osłabia społeczeństwo w jego podstawach, gdyż wnika w struktury społeczne oraz hamuje i utrudnia rozwój ludzkiej wspólnoty. W ten sposób stosunki społeczne ogarnięte przez grzech stają się okazjami do grzechu i pokusami. Skłaniają one do grzechu, ale nie zmuszają do niego i nie są grzechem same w sobie. Niesprawiedliwe warunki społeczne i sytuacje permisywne mogą być nazywane grzesznymi - grzechami społecznymi, grzechami strukturalnymi - tylko przez analogię. To człowiek grzeszy, a nie struktura.

Pojęcie "grzech społeczny" ma przynajmniej potrójne znaczenie. Po pierwsze, grzech każdego człowieka dotyczy w jakiś sposób innych, ponieważ narusza ludzką solidarność; wpływa mniej lub bardziej wyraźnie na całą rodzinę ludzką. W takim znaczeniu każdemu grzechowi można przypisać charakter społeczny.

Po drugie, niektóre grzechy są skierowane wprost przeciwko bliźniemu. Są one wyraźnym zaprzeczeniem miłości bliźniego w przypadku, kiedy grzesznik bezpośrednio krzywdzi innych przez swoje wykroczenia. Istnieje wiele tego rodzaju wykroczeń. Są to czyny popełnione przeciwko sprawiedliwości bądź to w odniesieniach osoby do osoby, bądź osoby do wspólnot, bądź też wspólnoty do osoby, czyny przeciwko prawom osoby ludzkiej, poczynając od prawa do życia, nie wyłączając prawa nie narodzonych, czyny przeciwko nietykalności fizycznej, czyny przeciwko wolności drugiego człowieka, zwłaszcza przeciwko najwyższej wolności, jaką jest wolność wyznawania wiary w Boga i wielbienia Go. Nadto czyny przeciwko godności i czci bliźniego.

Społeczny może być też grzech popełniony czynem lub zaniedbaniem ze strony przywódców politycznych, ekonomicznych, związkowych, jeśli mając po temu władzę, nie angażują się z roztropnością w dzieło ulepszania czy przemiany społeczeństwa według wymogów i możliwości na danym etapie dziejów, a także ze strony pracowników, którzy nie dopełniają obowiązku obecności i współpracy w budowaniu przedsiębiorstwa dobrobytu dla nich, dla rodzin i dla całego społeczeństwa.

Po trzecie, skutki grzechu społecznego niszczą relacje pomiędzy różnymi wspólnotami ludzkimi. Stosunki te często nie są zgodne z zamysłem Boga, który pragnie, aby na świecie panowała sprawiedliwość, wolność i pokój wśród jednostek, grup i narodów. Przykładem grzechu społecznego - w takim rozumieniu - może być walka klas, która zawsze stanowi zło społeczne, albo uporczywe przeciwstawianie się bloków państw innym blokom, jednego narodu - innemu narodowi, jednych grup - innym grupom w łonie tego samego narodu.

Ten społeczny wymiar grzechu może przybrać również postać sprzężenia zwrotnego. Z jednej strony grzech niszczy struktury społeczne, z drugiej zaś strony stosunki społeczne skażone grzechem stanowią pokusę dla nowego zła. A więc nie tylko jednostka popełniająca zło moralne wpływa destrukcyjnie na społeczność, ale i społeczność żyjąca niezgodnie z zasadami moralnymi emanuje swym złym wpływem na jednostkę. Jednostka przyjmuje chore oceny i kryteria, jakimi kieruje się określona społeczność czy grupa.

Niektóre społeczeństwa posuwają się jeszcze dalej, stwarzając taki system gospodarczy, w którym człowiek pozostaje w stałej i daleko posuniętej zależności od pracodawcy. Stawia się przy tym przed człowiekiem takie zadania, których nie jest on w stanie wykonać, lub stwarza się mu takie warunki życia i konstruuje takie ustawodawstwo, że nie jest on w stanie żyć uczciwie czy wręcz dochodzi do przekonania, że życie uczciwe jest niemożliwe albo co najmniej nie ma sensu.

W takich warunkach człowiek ulega stopniowej, systematycznej i niemal niedostrzegalnej demoralizacji, staje się niezdolny do skutecznego zwalczania o własnych siłach agresji zła. Żyje więc w ciągłym grzechu lub co najmniej w ciągłej świadomości przekraczania prawa i w ciągłym lęku przed odpowiedzialnością. Nie mogąc zachować norm moralnych, a przynajmniej nie posiadając możliwości ich jasnego rozeznania, popada w stan obojętności wobec grzechu, zatraca odpowiedzialność moralną.

A jednocześnie trzeba podkreślić to, że chociaż grzech sięga głębi człowieka i przenika struktury społeczne, a przez to uniemożliwia skuteczne budowanie wspólnoty ludzkiej, nie jest on jednak w historii zbawienia czymś najważniejszym, czymś, co ma zwyciężyć. Na stwierdzeniu faktu grzechu nie kończy się biblijne orędzie o grzechu. Słowo Boże nie tylko uczy, że grzech jest, że człowiek może zgrzeszyć, ale także tego, że Bóg chce i może człowieka wyzwolić z grzechu. Odkupienie jest synonimem miłości potężniejszej niż grzech, niż śmierć. Tej miłości nie może udaremnić żaden grzech ani żadna niewierność jednostek, narodów czy całej ludzkości. Ta miłość odnosi ostateczne zwycięstwo w dziejach ludzkiego grzechu, dlatego też Kościół - głosząc naukę o grzechu - mówi jednocześnie o Bogu przebaczającym i wskazuje drogę powrotu do Niego.

Dlatego też Kościół nawołuje czasami do pokuty społecznej, przypominając nam, że pokuta indywidualna nie wystarcza. Są grzechy zbiorowe, gdy ludzie publicznie grzeszą. A więc potrzebna jest pokuta publiczna za publicznie popełniane grzechy, za które odpowiada społeczeństwo, bo je pochwala, nie protestuje przeciwko nim, nic nie czyni w tym kierunku, aby nie działa się niesprawiedliwość, różne zbrodnie, zupełne lekceważenie Pana Boga. Nikt się na to nie oburza. Na tym polega społeczny grzech. Chociaż ja tego nie czyniłem, nie powiedziałem, jednak potrzeba by wszyscy razem odpowiadali za społeczne zło i publicznie czynili pokutę. Taka pokuta może być denerwująca dla innych. Ale pokutowanie, które byłoby przez nas społecznie czynione, jest właśnie potrzebne, aby ci, którzy się zupełnie nie denerwują i z największym spokojem Pana Boga obrażają, zaczęli się denerwować, i stracili ten "spokój grzechu". Musimy się modlić, aby ktoś zdobył się na taką pokutę (Ks. Woźny).

b) Pokuta społeczna

Pokuta społeczna nie ma nic wspólnego z grzechem pokoleniowym. W niektórych grupach charyzmatycznych i środowiskach związanych z celebrowaniem Mszy świętych z modlitwą o uzdrowienie względnie nabożeństw o uzdrowienie pojawiła się myśl o tzw. "grzechach pokoleniowych" i "uzdrowieniu międzypokoleniowym".

U podstaw mówienia o grzechu pokoleniowym leży przekonanie, że grzechy przodków wywierają wpływ na życie obecnie żyjących członków ich rodziny. Wpływ ten może mieć wymiar duchowy i cielesny, wyrażać się np. w postaci jakiejś choroby, może też być powodem kłopotów w dziedzinie psychiki i niepowodzeń w życiu małżeńskim czy rodzinnym. Obciążenie grzechem dziedziczonym po przodkach - według zwolenników tej teorii - domaga się uwolnienia człowieka, które dokonuje się w modlitwie o uzdrowienie lub przez egzorcyzm.

W tej materii Kościół od samego początku naucza, że grzech jest zawsze czymś osobistym i wymaga decyzji woli. Podobnie jest z karą za grzech. Każdy osobiście ponosi karę za swój grzech. Wyraźnie pisze o tym św. Paweł w Liście do Rzymian, że "każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu" (Rz 14,12). Człowiek nie ponosi kary za niepopełniony czyn, np. za grzech prapradziadka. Zadośćuczynić i pokutować trzeba za swoje własne grzechy (zob. KKK 1459).

Jedynym grzechem, który jest przekazywany z pokolenia na pokolenie jest grzech pierworodny, co wyraźnie podkreślił Sobór Trydencki w Dekrecie o grzechu pierworodnym. Jednakże grzech pierworodny "w  żadnym potomku nie ma charakteru winy osobistej" (KKK 405).

"Reinkarnacja grzechu" czy też "przechodzenie" grzechu na kolejne pokolenia, o którym nauczają zwolennicy "uzdrowienia międzypokoleniowego", nie ma żadnego  uzasadnienia ani w Piśmie św., ani w Tradycji i nauczaniu Kościoła. Tego typu bezpodstawne idee są natomiast bardzo niebezpieczne dla życia duchowego wiernych i samej doktryny Kościoła. Propagowanie ich prowadzi do pewnego rodzaju "uspokajania" czy "wyciszania" sumień przez przerzucanie odpowiedzialności za swoje błędy, grzechy, za popełnione przez siebie zło na poprzednie pokolenia. Zwalnia to wierzącego z postawy czujności, co staje się źródłem dalszych jego grzechów. Tymczasem chrześcijanina powinna cechować postawa nieustannego czuwania, o której poucza św. Piotr: "Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając, kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!" (1P 5,8); (por. Grzech pokoleniowy i uzdrowienie międzypokoleniowe. Problemy teologiczne i pastoralne. Opinia teologiczna Komisji Nauki Wiary Konferencji Episkopatu Polski, Warszawa, 5.10.2015).

ZAKOŃCZENIE

"Kim byłem i jakim byłem? Czy choć jeden mój czyn był dobry, a jeśli nie czyn, to słowo, a jeśli nie słowo, to pragnienie? Ty zaś, Panie, jesteś dobry i miłosierny, a dłoń Twoja przyszła z pomocą pogrążonemu w otchłani śmierci i wygarnęła z dna mego serca bezmiar zepsucia. Rzecz cała polegała na tym, że nie chciałem teraz tego, czego chciałem przedtem, a pragnąłem tego, co było Twoją wolą.

Będę Cię kochał, Panie, i dzięki Ci składał, i wyznawał imię Twoje, ponieważ odpuściłeś mi tyle złych i niegodziwych uczynków moich. Łasce Twojej i miłosierdziu Twojemu przypisuję to, żeś jak lód stopił grzechy moje. Łasce Twojej przypisuję i to, że wielu złych rzeczy nie popełniłem; czegóż bowiem nie byłem zdolny uczynić ja, skoro ukochałem nawet taki występek, który mi żadnej korzyści nie przynosił. I wyznaję, że wszystko zostało mi odpuszczone - i to zło, jakie popełniłem z własnej chęci, i to, czego dzięki Tobie nie popełniłem.

Któż z ludzi świadom swojej własnej słabości śmie własnym siłom przypisywać czystość i niewinność swoją, aby mniej kochał Ciebie, jak gdyby mniej mu było potrzebne miłosierdzie Twoje, przez które darowujesz grzechy nawracającym się ku Tobie?... Niech raczej tym więcej Ciebie miłuje, ponieważ widzi, że kto mnie z tak wielkiej niemocy grzechów moich uwolnił, ten jemu w tak wielką niemoc grzechów nie pozwolił się uwikłać (św. Augustyn: Wyznania IX, l, 1; II, 7, 15).

 

Przesłanie Ojca Świętego Franciszka do instytutów świeckich,
wręczone Przewodniczącej Rady Wykonawczej CMIS

Watykan, 17 sierpnia 2016

Szanowna Pani,

Z okazji zbliżającego się Zgromadzenia Ogólnego Światowej Konferencji Instytutów Świeckich (CMIS) Ojciec Święty pragnie przekazać Pani i wszystkim uczestnikom serdeczne pozdrowienie i zapewnić o swojej bliskości, o duszpasterskiej trosce, a nade wszystko o modlitwie, aby Duch Święty uczynił owocnym Wasze spotkanie, którego temat brzmi: Na nowo odnaleźć własną tożsamość.

Oryginalność i wyjątkowość świeckiej konsekracji aktualizuje się wtedy, kiedy świeckość i konsekracja są zjednoczone w życiu osoby. Możemy powiedzieć, że dzisiaj właśnie ta synteza jest największym wyzwaniem dla instytutów świeckich.

Istotę powołania świeckiego jasno wyraził błogosławiony Paweł VI:

"Znajdujecie się w tajemniczym punkcie spotkania dwu ważnych nurtów życia chrześcijańskiego, obejmując bogactwa jednego i drugiego. Jesteście świeckimi, a jako tacy już konsekrowani przez sakramenty chrztu i bierzmowania; lecz wy zdecydowaliście się mocniej podkreślić waszą konsekrację Bogu przez profesję rad ewangelicznych, do zachowania których zobowiązaliście się węzłem stałym i uznanym. Pozostajecie świeckimi, zajęci sprawami właściwymi i charakterystycznymi dla laikatu (por. LG 31), lecz jest to «świeckość konsekrowana», jesteście «konsekrowanymi świeckimi». I dalej: «Konsekracja wskazuje na wewnętrzną i tajemniczą strukturę waszego bytu i waszego działania. W tym tkwi wasze bogactwo, którego ludzie, pośród których żyjecie, nie umieją wyjaśnić, a często nawet go nie dostrzegają. Konsekracja chrztu pogłębiła się przez wzrastające wymagania miłości, które wzbudził w was Duch Święty; jednakże nie w tej samej formie, co konsekracja właściwa zakonnikom, ale taka, która was nieustannie pobudza do przyjęcia w życiu zasadniczej postawy zgodnej z błogosławieństwami ewangelicznymi. W ten sposób jesteście rzeczywiście konsekrowani i rzeczywiście przebywacie w świecie»" (Przemówienie do uczestników Międzynarodowego Kongresu Odpowiedzialnych Generalnych Instytutów Świeckich, Castel Gandolfo, 20 września 1972).

Dzisiaj od instytutów świeckich oczekuje się odnowionej syntezy ciągłego podtrzymywania spojrzenia utkwionego w Jezusie i równocześnie zanurzenia w życie świata. Synteza pomiędzy konsekracją i świeckością oznacza przede wszystkim utrzymywanie razem tych dwóch aspektów, nigdy nie oddzielając ich od siebie. Oznacza również łączenie ich, a nie rozdzielanie. Dominowanie jednego nad drugim w rzeczywistości prowadziłoby do życia w stylu formalistycznym, do przestrzegania różnych praktyk bez przemiany sposobu przeżywania relacji z braćmi i ze światem. Czynienie syntezy oznacza również to, że nie można podporządkować jednego elementu drugiemu: świeckość i konsekracja muszą iść razem, jedna potrzebuje drugiej. Nie jesteśmy przecież najpierw osobami świeckimi a potem konsekrowanymi, ani też najpierw konsekrowanymi a potem świeckimi, jesteśmy równocześnie świeckimi konsekrowanymi. Z tego wywodzi się również inna niezwykle ważna konsekwencja: niezbędne jest nieustanne rozeznawanie, które pomaga w funkcjonowaniu w pełnej równowadze, i konieczna jest postawa, która pomaga odnajdować Boga we wszystkich rzeczach.

Sprawą o fundamentalnym znaczeniu jest więc formacja, która członków instytutów świeckich ma prowadzić do pełnego włączenia się w misję poszczególnych instytutów, pobudzając ich do nowego i głębokiego angażowania się w nią z Chrystusem, który powołuje i posyła, i równocześnie do pełnego wejścia w rzeczywistość współczesnego świata. Całościowa formacja jest szczególnie wymagająca, ponieważ domaga się stałego wysiłku w dążeniu do jedności pomiędzy świeckością i konsekracją, pomiędzy działaniem a kontemplacją, bez wsparcia ze strony ustalonego i zorganizowanego przez wspólnotę rytmu modlitwy i pracy. Jednak gdy ktoś stale podejmuje wysiłek otwierania się na Bożą wolę, będzie miał owo spojrzenie wiary, które prowadzi do odnajdywania Chrystusa obecnego zawsze i wszędzie. Dlatego konieczne jest wychowywanie do głębokiej osobistej relacji z Bogiem, która zarazem będzie ubogacona obecnością braci. Życie wspólne nie jest wymagane, ale istotna jest komunia z braćmi. Całe życie ma być naznaczone i ożywiane komunią z Bogiem i z bliźnim.

Zaangażowanie w świeckość powinno być realizowane na szeroką skalę, powinno zwracać się ku szerokim horyzontom. Potrzebna jest nieustanna czujność na znaki czasu: historię odczytuje się, pojmuje i interpretuje i trzeba zanurzać się w nią w sposób twórczy i płodny, aby pozostawiać ślad ewangeliczny, aby kierować ją ku królestwu Bożemu. Powołanie to niesie ze sobą stałe napięcie w dochodzeniu do syntezy pomiędzy miłością Boga i miłością do ludzi, w życiu duchowością, która łączy wymagania pochodzące "z góry", z Bożej łaski, z wymaganiami pochodzącymi "z dołu", z ludzkiej historii. Wzrost w miłości Boga prowadzi w sposób nieunikniony do wzrostu w miłości do świata, i odwrotnie.

Prowadzeni przez Ducha Świętego, wprowadzajcie w świat logikę Bożą przez realizowanie zamysłu nowej ludzkości, której On pragnie. To Bóg jest sprawcą syntezy pomiędzy świeckością i konsekracją. To dzięki Niemu można doświadczać spełniania się proroctwa, które zakłada rozeznawanie i twórczość, wzbudzane przez Ducha Świętego. Rozeznawanie jest wysiłkiem zrozumienia, zinterpretowania znaków czasu, przy zaakceptowaniu złożoności, fragmentaryczności i tymczasowość naszych czasów. Twórczość jest zdolnością wyobrażenia sobie nowych rozwiązań, wynalezienia odpowiedzi zupełnie nowych i bardziej odpowiednich dla nowych sytuacji, które się pojawiają. Towarzyszenie pielgrzymującej ludzkości to dla was teologiczna rzeczywistość. Jej istotną częścią jest poszukiwanie dialogu i spotkania, co wymaga od was stawania się kobietami i mężczyznami komunii w świecie.

Jesteście więc wezwani w Chrystusie do bycia znakami i narzędziami miłości Bożej w świecie, znakami widzialnymi miłości niewidzialnej, która wszystko przenika i wszystko chce odkupić, aby na nowo wszystko sprowadzić do trynitarnej komunii - źródła i ostatecznego spełnienia świata.

Możemy powiedzieć, że w tej syntezie szczególnie pilna jest troska o życie modlitwy: o intymną przyjaźń z Jezusem, pozwalającą na to, by On był Panem naszego życia; oraz troska o życie rodzinne: nie macie obowiązku życia we wspólnocie, ale macie być płonącym ogniskiem, od którego inni ludzie będą mogli zaczerpnąć światła i ciepła dla życia w świecie - jak kiedyś powiedział wam Jan Paweł II (por. Przemówienie do uczestników Międzynarodowego Sympozjum Instytutów Świeckich z okazji 50. rocznicy Konstytucji "Provida Mater Ecclesia", Watykan, 1 lutego 1997). Właśnie dlatego, rozrzuceni jak drożdże i sól, macie być świadkami wartości, jakie mają w sobie braterstwo i przyjaźń. Osoba ludzka nie jest wyspą, nie możemy popaść w obojętność wobec innych. Jeśli waszym zadaniem jest przemiana świata przez przywracanie w nim porządku stwórczego, to własnym życiem musicie ogłaszać współczesnemu człowiekowi, że jest możliwy nowy sposób bycia, życia, odnoszenia się do świata i do innych, że jest możliwe bycie nowymi ludźmi w Chrystusie. Przez życie w czystości ukazujcie, że istnieje inny sposób kochania - sercem wolnym na podobieństwo Chrystusowego, poprzez ofiarowanie siebie. Poprzez ubóstwo reagujcie na konsumizm, który szczególnie zawładnął Zachodem, i wskazujcie swoim życiem i słowem, tam gdzie to konieczne, na liczne niesprawiedliwości, których doświadczają ubodzy tej ziemi. Przez posłuszeństwo świadczcie o wolności wewnętrznej przeciwnej indywidualizmowi, wyniosłości i pysze.

Bądźcie "przednimi skrzydłami" Kościoła w nowej ewangelizacji. Ale pamiętajcie, że żadna nowa ewangelizacja nie jest możliwa, jeśli nie wywodzi się z nowości życia, które charakteryzuje się przyjęciem uczuć Chrystusa i Jego postawy wydania życia aż do śmierci.

Tak też największym wyzwaniem, także dla instytutów świeckich, jest bycie szkołą świętości. W każdym instytucie powinien wyłonić się charakterystyczny styl świętości - świętość wcielona w codzienne czynności, w niepozorne i ważne wydarzenia, gdzie rozwija się wyobraźnia wiary, nadziei i miłości. Dziewica Maryja jest doskonałym wzorem tej duchowości wcielenia. Nieustannie zjednoczona z Synem w życiu codziennym i w rodzinnych troskach, prowadziła zupełnie normalne życie, podobne do tego, które jest udziałem wielu z was. W ten sposób współpracowała z dziełem Boga. Gdy pozostajemy z Nią zjednoczeni, bezsprzecznie mamy gwarancję, że idziemy drogą świeckiej świętości.

Jeszcze jednym niezbędnym elementem, który faktycznie przyczynia się do nowej ewangelizacji jest życie miłością braterską. Wcześniej podkreśliłem, jak ważna jest komunia: wszyscy członkowie instytutów świeckich są wezwani do życia nią, w zwyczajnych warunkach świata, samotnie, w rodzinie, w grupach życia braterskiego, według własnych konstytucji. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus wstawiał się do Ojca za wszystkimi swoimi uczniami, prosząc o łaskę jedności dla nich. Jedynie taka wspólnota, która pomimo ludzkich ograniczeń przejawia miłość panującą pomiędzy członkami, jest wiarygodna i czyni widzialną Bożą miłość, darmowość, wierność oraz czułość Jego miłości. Syn Boży, poprzez swoje wcielenie, przyniósł ludziom dar braterstwa. W Chrystusie wszyscy jesteśmy braćmi i wszyscy jesteśmy synami Bożymi. Miłość każdego z nas do wszystkich innych, od tych najbliższych do najbardziej odległych, jest właśnie jedynym sposobem wskazanym przez Chrystusa, aby znaleźć drogę zbawienia.

Jaką ludzkość macie przed sobą? Osoby, które straciły wiarę albo żyją jakby Bóg nie istniał, młodzież bez odniesienia do wartości i do ideałów, poranione rodziny, bezrobotnych, ludzi w podeszłym wieku zostawionych samym sobie, imigrantów. "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię" (Mt 11, 28). Tymi słowami Jezus wskazuje wam drogę. Ilu ludzi napotykacie na ulicy, udających się do pracy albo na zakupy! Ile macie okazji, aby ich nakarmić, zachęcić, dodać im nadziei, przynieść pociechę! To jest życie w świecie ("in saeculo viventes", mówi kanon 710), które stanowi o waszej "świeckości", wspólna cecha wszystkich instytutów świeckich, która jest przeżywana na różne sposoby. Zarówno świecki kapłan, jak i świecka osoba pozostają w świecie, ale ich relacja do świata jest odmienna. Kapłani świeccy mają pielęgnować swoją gorliwość w zaangażowaniu na rzecz osób dotkniętych różnego rodzaju ubóstwem, mają towarzyszyć wszystkim, którzy przeżywają swoją wiarę pośród zwyczajnych ludzkich obowiązków. Niech to czynią przede wszystkim poprzez sprawowanie Eucharystii, podczas której świecki kapłan w sposób szczególny uczestniczy w ofierze Chrystusa składanej Ojcu, w ofierze, przez którą Kościół otrzymuje łaskę odrodzenia ludzkości.

To jest ta droga. Wezwani przez Pana do naśladowania Go w świecie, niesiecie światu miłość - całym sercem miłując przede wszystkim Jego a potem każdego brata, sercem macierzyńskim i ojcowskim. Nie czyńcie tego z przyzwyczajenia, byście nie "zwietrzeli". "[...] jeśli nawet sól smak swój utraci, to czymże ją przyprawić?" (Łk 14, 34).

Droga Pani, są to refleksje i pouczenia, które zlecił mi przekazać Ojciec Święty Franciszek. Papież dołącza do nich specjalną modlitwę za Panią i za wszystkich członków instytutów świeckich, a równocześnie prosi was o modlitwę w Jego intencji i z serca wam błogosławi.

Oddany w Chrystusie Panu

Pietro Card.
Parolin
Sekretarz Stanu

 

<< wstecz 1 2 3 4 5 ... 11 dalej >>

© Elianum
Wszelkie prawa zastrzeżone.